Dopasowany fragment
Szkoła amerykańskim żargonie, tak straszli= mówić będzie p. wozdanie z działalności Izby za l kwa powstanie na u ul. Marszałka Focha 1 wie brzmi w ustach senatorów i bieżącego roku plenanne zebrani Sczameckiej, a zadamem jej będzie szkolenie rzymskich w poprzednich filmach z dziejów zatwiieni <dłodatkowy budżet zby na r czeladzi ślników przede ws: EM rzymskich — język włoski, tak naturalnie 1937 w wysokości 110.600 zł.
Transkrypcja
...i odegra koncert b-moll Czajkowskiego. W p. Sienkiewiczu poznamy pierwszorzędnego artystę, który już niejeden sukces odniósł zagranicą. „Halka” z Stanią Zawadzką. Z okazji Święta Niepodległości wystawiona zostanie w dniu 11 bm. opera St. Moniuszki „Halka” ze znakomitą primadonną dr Stanią Zawadzką w roli tytułowej. Przedstawieniem, w którym udział biorą pierwsze nasze siły śpiewacze dyryguje dyr. dr Zygmunt Latoszewski. Jak Polska przyjęła chrzest? Na powyższy temat w ramach Powszechnych Wykładów Uniwersytetu Poznańskiego dzisiaj o godz. 20 w sali XVII Collegium Minus mówić będzie prof. Zygmunt Wojciechowski. Dwie rozprawy nożowe W dniu wczorajszym przy ul. Skarbowej 4 w wyniku sprzeczki doszło do krwawej rozprawy nożowej pomiędzy dwoma mężczyznami. W mieszkaniu 50-letniego właściciela jadłodajni Piotra Przemyskiego powstała kłótnia pomiędzy gospodarzem a 45-letnim emerytowanym ogniomistrzem Franc. Adamskim. Tłem sporu była żona Przemyskiego. W wyniku kłótni doszło do bójki, w czasie której Adamski został poraniony w nadbrzusze, a Przemyski doznał dotkliwych obrażeń na czole i pod okiem. Adamski karetką pogotowia ratunkowego został przewieziony do szpitala miejskiego, a Przemyskiego, po założeniu opatrunku pozostawiono w domu. Druga bójka na noże miała miejsce na Winogradach przy ul. Pszennej 3, gdzie został poraniony bezrobotny Józef Nowak. Po założeniu opatrunku pogotowie ratunkowe przewiozło Nowaka, który został zraniony w pierś, do szpitala miejskiego (łk.) W Poznaniu Wartościowe projekty inwestycyjne poznańskiej Izby Rzemieślniczej W dn. 4 bm. odbyło się plenarne posiedzenie radców Izby Rzemieślniczej w Poznaniu pod przewodnictwem p. prez. Zakrzewskiego i w obecności przedstawicieli władz wojewódzkich pp. dr. Hempowicza i mgr. Charlampowicza. Zebranie załatwiło cały szereg spraw bieżących. Na wstępie p. prez. Zakrzewski zdał sprawozdanie z działalności Izby za III kwartał bieżącego roku. Po czym plenarne zebranie zatwierdziło dodatkowy budżet Izby na r. 1937 w wysokości 110.600 zł. Wydatki te powstały z ostatecznego przejęcia przez Izbę Domu Rzemieślniczego i jego wzorowego wykończenia. Budżet Izby na r. 1938 został uchwalony w wysokości po stronie wydatków i dochodów po 363.024,52 zł. Z zamierzeń Izby podkreślić należy zakup gruntu pod budowę Szkoły Rzemieślniczej w Poznaniu. Szkoła ta powstanie na rogu ul. Marszałka Focha i Szczanieckiej, a zadaniem jej będzie szkolenie czeladzi i rzemieślników przede wszystkim na potrzeby tych gałęzi produkcyjnych rzemiosła, których wytwory sprowadzać musi... ...„Scypiona” — i miał rację. Bo do kogoż nie przemawia piękna historia starożytnej Romy i któż nie zachwycał się wspaniałymi postaciami Scypiona i Hannibala? A w filmie tym znajduje ich w doskonałym pełnym życia wcieleniu. Najlepsze są sceny zbiorowe, które wręcz wzruszają swą potęgą, zadziwiają realizmem (atak słoni np.), pierwszorzędnym oddaniem tła epoki. O wiele słabiej wypadły sceny akcji osobistej, potraktowane zresztą tylko na marginesie tego wycinka historii dawnej Romy. Po amerykańskim żargonie, tak straszliwie brzmiącym w ustach senatorów i wodzów rzymskich w poprzednich filmach z dziejów rzymskich — język włoski, tak naturalnie brzmiący u tych Rzymian ze „Scypiona” — to też atut nie do pogardzenia. Niesłuszne zarzuty przeciw dyrektorowi Ubezpieczalni Społecznej P. Przybylski skazany również w apelacji Wielką sensację wzbudził toczący się w Poznaniu przed Sądem Apelacyjnym proces prasowy. Zaczątek tego procesu miał miejsce w Gnieźnie i dotyczył dyrektora Ubezpieczalni Społecznej p. inż. Łukasza Głuszczaka. W lipcu 1936 r. na łamach „Dziennika Bydgoskiego” ukazał się artykuł pt. „Kwiatuszki ubezpieczalniane w Gnieźnie”. Autor tego artykułu pomówił inżyniera Łukasza Głuszczaka o to, że poza swoją pensją w Ubezpieczalni gnieźnieńskiej pobiera wysoką emeryturę kopalnianą, a poza tym że inż. Głuszczak zwalnia z posad Wielkopolan, a na ich miejsce przyjmuje urzędników z innych dzielnic. Zdaniem autora artykułu: „Kwiatuszki ubezpieczalniane w Gnieźnie”, inż. Głuszczak przyjmował do Ubezpieczalni przede wszystkim swych znajomych, a m. in. przyjął młodego niekwalifikowanego człowieka, któremu płacił 5 zł dziennie. Poza tymi zarzutami w artykule wysunięto cały szereg mniejszych ujemnych punktów pod adresem p. inż. Głuszczaka. Dotknięty tym artykułem, inż. Łukasz Głuszczak, dopatrując się przede wszystkim obrazy osobistej oraz chęci szkodzenia interesom i dobremu imieniu skierował sprawę na drogę sądową. Na ławie oskarżonych Sądu Okręgowego w Bydgoszczy w związku z tym artykułem, zasiadł Alfred Przybylski. Sąd przesłuchał świadków, a następnie po przeprowadzonej rozprawie skazał Alfreda Przybylskiego na 5 miesięcy aresztu z zawieszeniem na 3 lata i 300 złotych grzywny. Od tego wyroku skazany Alfred Przybylski złożył apelację. Sąd Apelacyjny w Poznaniu na rozprawie przeprowadzonej przez p. sędziego Bohusza uchylił wyrok I instancji zmniejszył Alfredowi Przybylskiemu wymiar kary, skazując go na 2 miesiące aresztu z zawieszeniem na 3 lata i 50 zł grzywny, z zamianą w razie nieściągalności na 5 dni aresztu. (łk.) Aleksander Junosza-Olszakowski Strzał miłosierdzia Nowela hiszpańska Dowódca plutonu egzekucyjnego gwardii cywilnej w Madrycie Miguel Jurado z kredowo bladą twarzą zbliżył się po salwie do rozstrzelanych. Ksiądz leżał twarzą ku ziemi, trzymając w kurczowo zaciśniętej ręce mały, drewniany krzyżyk. Kobieta spoczywała napół klęcząc, na pół leżąc. Z ust jej ciekła strumieniem krew, tworząc na twardo udeptanej ziemi coraz większą kałużę. Następną ofiarą był robotnik. Chudy, mały i zasuszony. Miał zmasakrowane kulami uszy i dziurę wielkości pięści w tyle głowy. Wszyscy byli martwi. Natomiast czwarty skazaniec leżał na wznak ciężko dysząc. Co chwila kurczył i wyciągał nogi, drapał rękoma ziemię i skręcał się z bólu. Na twarzy szeroka, biała opaska skąpana była we krwi. Siwe kosmyki włosów poruszały się na wietrze. Miguel zaciął zęby i uważnie zmierzył z rewolweru. Nagle broń zatrzęsła mu się w ręku, a skurcz jakiś zdławił oddech. Te włosy, czoło, szczęka... On je zna, zna napewno! Ruchem szybkim jak myśl zerwał opaskę i skamieniał. Ojciec! Wyjrzała ku niemu twarz straszna, z przestrzelonym okiem. Miguel padł na kolana przed ojcem, porwał go w ramiona, potrząsnął nim i znowu skamieniał. Powoli, z wysiłkiem zdrowe oko otwarło się i spojrzenie jego skrzyżowało się ze wzrokiem Miguela. Przez chwilę wzajem badali siebie, jak ludzie całkiem nieznani. Wreszcie przez blednącą twarz starego człowieka przemknął cień rzewnego uśmiechu, a z ust wionął cichy szept: — Tyżeś to, synku? Miguel zaszlochał bez łez i umilkł. Umierający zaś szepnął znowu: — Boli... strasznie boli!... Synu, dobij! Miguel zawył po raz wtóry i wtulił głowę w ramiona. W oczach świeciły mu się błyski szaleństwa. — Dobij! Zlituj się! Synku! — modlił się szept. Miguel puścił ojcowskie ramiona i wolnym ruchem sięgnął po rewolwer leżący obok na ziemi. Działał jak we śnie. Zdawał sobie jedynie sprawę z tego, że dla ojca nie było znikąd ratunku. Konał. Rana była śmiertelna. A przeto... Dygocącą ręką mierzył długo. Padł strzał. Stary człowiek drgnął, jak piorunem rażony, skurczył się i znieruchomiał. Miguel patrzał na lufę swego rewolweru przez długi czas w milczeniu. Cevallos, Jose i kilku innych zbliżyło się na odgłos strzału. — Towarzyszu Jurado! — wołał delegat czerwonej ZSRR. — gratuluję! Przeszliście próbę ogniową! Teraz jesteście stuprocentowym komunistą! Miguel stał milcząco. Głowa jego drżała jak u chorego, starego człowieka. Nagle wyprostował się, westchnął głęboko, zacisnął pięści i krzyknął. Z szerokiej piersi górnika z Rio Tinto krzyk ten zabrzmiał niby ryk śmiertelnie zranionego lwa. Cevallos i Jose spojrzeli na siebie zmieszani. Jedna i ta sama myśl przemknęła im przez mózgi: zwariował! Tymczasem Miguel krzyczał, śmiejąc się, łkając i jęcząc naprzemian. Ze wszystkich stron podwórza biegli na ten krzyk milicjanci, tworząc bezładną gromadę zaskoczonych niezwykłym widowiskiem gapiów. Pluton egzekucyjny stał z karabinami u nogi, wpatrując się z natężeniem w swego dowódcę. Nagle Miguel urwał. Przez chwilę toczył obłąkanymi oczyma wokół siebie, ciężko dysząc i potrząsając pięściami. Nagle ryknął: — Hiszpanie! — Hiszpanie! — powtórzył gromowym głosem Miguel — znacie mnie wszyscy! Od małego szczenięcia pracowałem w kopalniach Rio Tinto! Tymi oto rękoma ocaliłem od śmierci dwudziestu dwóch ludzi zaczadzonych w podziemiach! Przeklęła mnie matka, kiedym wstąpił do partii komunistycznej! Chciałem jednak, aby wszystkim było lepiej! Chciałem, aby słońce, które wszystkich jednakowo ogrzewa, każdy z nas nosił w swym sercu! Aby nie było wyzysku, niesprawiedliwości i zbrodni! Aby prawo i uczciwość były szanowane! A tymczasem... — Jurado! — przerwał ostro Cevallos — zamilcz! — Ty milcz! — zawył górnik. — Każecie nam palić wsie i miasta, rujnować własne osiedla, mordować niewinnych ludzi, kobiety i dzieci, głodzić się i torturować wzajemnie! Coś ty ze mnie zrobił? Ojcobójcę!! — Kłamiesz! — przerwał mu znowu Cevallos — ci, co tu leżą rozstrzelani, to są wrogowie rewolucji! Twój ojciec wzbraniał się wydać kosztowności na skarb państwowy! Dalsze słowa Cevallosa skonały mu na ustach. Miguel runął nań jak burza, wyrwał z ręki rewolwer, którym delegat usiłował się bronić i ciężką jak młot kowalski dłoń położył mu na karku. Zaczym roztrąciwszy ramionami tłum, powlókł Cevallosa do trupa rozstrzelanej kobiety. — Przypatrz się jej! — zagrzmiał z szaleństwem w głosie. — Ty mówisz, że to jest wróg rewolucji! A ja ci powiadam, że znam tę kobietę od lat! Handlowała na targu kukurydzą i chodziła codzień do kościoła. Czy to jest zbrodnią? A ten obok leżący ksiądz w cerowanej i zniszczonej sutannie, w podartych trzewikach, czyż również jest ciemiężycielem ludu i wrogiem rewolucji? Wierzy w Boga i chce, żeby inni wierzyli. To wszystko. Spójrz dalej: biedny, szary robociarz. Życie jego zapewne nędzne było i niesyte. A wreszcie mój ojciec! Jedyne w życiu jego kosztowności to dwie marne obrączki ślubne od czasu śmierci mej matki. Były dlań świętością, stanowiły pamiątkę rodzinną. A ty, Cevallosie, uważasz opór jego za akt wrogi rewolucji? Czyż potęga naszego komunizmu jest tak mała, że brak dwóch obrączek, modlitwa księdza i odmienne poglądy robociarza i handlarki mogą zniszczyć ją i unicestwić nasz program? Miguel puścił nagle zgiętego wpół komisarza i przesłonił twarz rękoma, wstrząsany rozpaczą i bólem. — Towarzyszu Cevallos! — zabrzmiał zimny głos Jose — co uczynimy z nim? I wskazał na Miguela Jurado. — Rozstrzelać!... Natychmiast! — zakrzyczał komisarz. Jose skinął obojętnie głową i wydał komendę. Pluton egzekucyjny, którym do niedawna dowodził Miguel, ustawił się naprzeciw niego. Nieszczęśliwy szedł bezwolnie, z pochylonymi naprzód ramionami i chwiejącą się głową. Jose wyjął szablę i zarazem zręcznym ruchem rzucił do nóg jednego z milicjantów chusteczkę, dając rozkaz przewiązania oczu skazańcowi. Milicjant ruszył naprzód i stanął przed Miguelem. Ten ocknął się nagle, odepchnął milicjanta i spojrzał zdumionym wzrokiem. Znowu krzyknął: — Hiszpanie! Jose wzniósł szablę do góry. — Hiszpanie! — powtórzył grzmiąco Miguel. Zawarczał ponuro bęben. Dwanaście karabinów zmierzyło w pierś Miguela. Błysk szabli. Salwa. I ryk padającego Miguela: Vive Espana! Vive Christo el Rey!