Dopasowany fragment
Nowomiejskim, wzgl uł. Kraszewskiego wej, którzy urzędnicy kolejno zapisywali do mo nia do podnis isywania, IRE a lasza czeków. czy H.
Transkrypcja
Poniżej znajduje się rozpoznany tekst z oryginalnego obrazu, z zastosowaniem wszystkich podanych reguł formatowania i poprawek: ozona konflikata przedmiotów, do których odnosi się czyn przestępczy. Tymczasowy Prezydent Miasta (-) Wieckowski Na Jeżycach ludzie spać nie mogą Otrzymaliśmy ostatnio kilka listów od naszych jeżyckich czytelników. Skarżą się oni na niebywałe awantury, które w nocy mają miejsce przy ulicy Kraszewskiego i w okolicy. Po godzinie 22-giej, a nawet i przed tym, ulicami włóczą się „nocne ćmy", które w bezczelny sposób zaczepiają przechodniów. Około pierwszego każdego miesiąca w nocy słyszeć można takie wyzwiska na ulicy, których, jak pisze nasz czytelnik w żadnym słowniku się nie znajdzie. Podobnie i przy ulicy Focha nie sposób przejść późnym wieczorem (specjalnie na odcinku od ul. Odskok aż do Strusia) aby się nie narazić na zaczepki pijanych kobiet. Spokojni mieszkańcy miasta apelują do władz by ukróciły swawolę Koryntianek, kto zaś sądziby, że czytelnicy przesadzają w swych listach, tego prosimy aby się około godz. 22 przeszedł Pl. Nowomiejskim, wzgl. ul. Kraszewskiego czy M. Focha. Ludzie naszego miasta jeszcze pracują we dnie, pragnęliby więc w nocy mieć spokój i to nie tylko wtedy, kiedy pozamykają szczelnie okna mieszkania, ale nawet i wtedy, kiedy wieczorem po całodziennej pracy wracają do domu. Wierzymy, że władze policyjne wezmą pod uwagę prośby naszych czytelników i zlikwidują nocne awantury. (ń) Z miasta Nowe koło Ligi Morskiej i Kolonialnej. Pracownicy Poznańskiej Kolei Elektrycznej zrzeszeni w Tow. Wzajemnej Pomocy prac. PKE zawiązali z inicjatywy oddziału Ligi Morskiej i Kolonialnej urzędników miejskich Koło LMK, które przyłączyło się do oddziału przy Zarządzie Miejskim. Dnia 30 lipca przybyła do Ratusza delegacja nowego koła składająca się z pp. prezesa Rolewskiego, Maciejewskiego, Masłowskiego i Nawracaty, która wręczyła prezydjum oddziału listę członków oraz pierwszą składkę miesięczną. Liczba członków oddziału LMK przy zarządzie miejskim wzrosła o 600 osób, tak że najsilniejszy ten oddział liczy obecnie przeszło 3200 członków. Ofiarność i uświadomienie społeczne pracowników PKE zasługuje na podkreślenie i pełne uznanie. OFIARNOŚĆ PARAFIAN POWSTANIE KOŚCIÓŁ Mieszkańcy Rataj i Żegrza od dawna już odczuwali brak odpowiedniej świątyni. To też już w ub. roku powstała myśl budowy nowej a zarazem powstającej potrzebom Rataj świątyni. Mały bociółek św. Rocha na Miasteczku nie wystarczał dla liczby parafian. Z wiosną bież. roku komitet budowy kościoła, którego składają J. E. ks. kardynał Prymas. Komitet budowy świątyni na Ratajach stanowią pp. ks. proboszcz Hevducki – przewodniczący, jego zastępca m. Zygmunt Wirbser, dalej członkowie wykonawczego pp.: J. Walecki i St. Chojnicki. Rosną z każdym dniem. Niedawno ks. proboszcz Józef Kłos złożył na funduszu budowy kościoła 50 tys. złotych. Ponadto przed kilku laty dwaj rolnicy pp.: Osiecki i Roth ofiarowali dwie i pół morgi ziemi w pobliżu ul. W. W dniu 15 bm. przypada 190-letnia rocznica erygowania parafii św. Rocha. Wydana zostanie broszurka, której rozsprzedaż przyczyni się do zwiększenia funduszu budowy nowej świątyni. W szczycie już 15. bm. odbędą się na Miasteczku Wielkopolskim z niezwykle urozmaiconym programem, z którego cały dochód z tej imprezy przeznacza się na budowę kościoła. W ten sposób wysiłkiem społeczeństw poznańskich wzbogaci się o jeszcze jedną piękną świątynię, która służbę będzie potrzebom duchowym mieszkańców Rataj (r). Na odbytym ostatnio zebraniu w czasie dyskusji ustalono, że nowa świątynia będzie wzniesiona w centralnym punkcie Rataj, przy zbiegu ulic Wioślarskiej i Rataje. Fundusze na budowę świątyni. ...to sfałszowanego, bynajmniej w sposób wybitnie nieudolności omyłek świadczyła nie znamionować blankiecie, oświadczyła na poza poprawioną datą uważałaby za prawidłowo załatwiony. Pomiędzy Halasem, a świadkiem według jej zeznań do kiedyś podczas urzędowania do dyspozycji, a to ze względu na to, że Halasz nie potrzebował za dużo blankietów. Nie zmienia to faktu niewłaściwego załatwiania dokumentów, pomimo zwróceniu uwagi Halasowi, urzędniczka nie wywołała wówczas dalszych dociekań Lulczykówny Równieji i obrona zadawały cały szereg pytań Lulczykównie, na które zresztą świadek potrafił odpowiedzieć. Po 10-minutowej przerwie sąd przystąpił do badań świadka Władysławy Bergmanówny, która wspólnie z świad. Durkiewiczem miała zadanie stwierdzić w księdze urzędowej, którzy urzędnicy kolejno zapisywali do niej rozchód. Bergmanówna zeznała, że zdarzało się, iż raz w miesiącu przekazywała przelewem ze związku sumy komunalnej, przy tym noty i zestawienia. Świadek. Śwd. Sobota: Kategorycznie temu zaprzeczam! Halasz wykorzystał moje zaufanie. Świadek twierdzi, że był przeciążony pracą i te niedociągnięcia mógł przeoczyć. Nie wiadomo nic o tym, jakoby osk. Halasz pożyczył do PKO po pieniądze. Przewodniczący: Halasz twierdzi, że pan podrobił jego podpisy... Czy pan także podpisywał? Zwracam panu uwagę, że może pan odmówić w tym wypadku zeznania. Śwd. Sobota: Wysoki Sądzie, temu zaprzeczam! Przewodniczący: Co pan uważa za zdaniem, co załatwiło sprawy defraudacji tych pieniędzy? Jak on działał? Śwd.: On mógł dwie noty wystawić, jedną notę na większą sumę, a drugą notę, przy czym notę z wyszczególnioną kwotą, przedkładał do podpisu. Świadek zaprzecza, jakoby kazał wypełniać inkryminowane blankiety, które umożliwiły sprawcy dopuszczenia się nadużyć. Przewodniczący: Czy pan kiedyś widział się z Halaszem? Śwd.: Nie... może raz, czy dwa widziałem na imieninach u Halasza? Przewodniczący do oskarżonego: Panie (przepisywania red.) uskuteczniał pan... te zgrubienia na tych odcinkach... Śwd.: Kiedy to miało być, to jest nieprawda! Przewodniczący do oskarżonego: Panie Halasz, tu ma pan przed oczyma tych dwóch rzekomych sprawców. Niech im pan powie do oczu. O tym, co kazali panu robić! (Jak wiadomo Halasz w pierwszym dniu rozprawy wskazywał na Sobotę i Adamczewskiego jako na tych, którzy kazali mu rzekomo manipulować z dokumentami urzędowymi wyrażając przypuszczenie, iż oni mogą być sprawcami nadużyć). Osk. Halasz: Wykonywałem polecenia tych panów. Śwd. Adamczewski zaprzecza stanowczo temu twierdzeniu utrzymując, że podsądny mówi nieprawdę. Okazuje się, że śwd. Adamczewski był tym przełożonym, który skierował do Izby Skarbowej wniosek o cofnięcie Halaszowi upoważnienia do podpisywania przez Halasza czeków. Prokurator: Dlaczego pan stawił taki wniosek? Śwd.: Gdyż w tym czasie objął urzędowanie p. Szpringer i poza tym nastąpiły w urzędzie tym zmiany. Niestety zeznaje śwd. Roman Hanisz. W I starszym Urzędzie Skarbowym zatrudniony był od 1920 roku do 15 lutego 1936 r. Pełnił funkcję kasjera i skarbnika uprawnionego do podpisywania czeków i not. Zaznacza, że podpisywał on wówczas tylko czek jako drugi urzędnik i to tylko po uprzednim porównaniu uwidocznionej na czeku tym sumy z odnośną notą. Świadek nie przypomina sobie pewnych szczegółów złożonych przed sędzią śledczym, wobec czego pierwszy wotant s. o. Długołęcki odczytuje te zeznania in extenso. Prokurator do świadka: Pan jest urzędnikiem skarbowym... Ile pan ma kamienie? Śwd.: Nie mam żadnej. Prokurator: Czy jechał pan kiedy samolotem? Śwd.: Nie! Prokurator: Dlaczego nie? Śwd.: Bo pieniądze na to nie starczyły! Prokurator do przewodniczącego: Ja dziękuję... nie mam więcej pytań do świadka. W tym miejscu przewodniczący s. o. dr Woźniak zarządza przerwę rozprawy do godz. 17-tej. (a. c. z.) Jan Maleszewski Polska krew na tronach Europy Ekskluzywna rodzina królów, bacząca aby nie dostała się do niej „parszywa owca" i przestrzegająca rygorystycznie poziomu dynastycznego przy zawieraniu małżeństw, robi co pewien czas wyjątki podyktowane przez „raison d'état" i konieczności polityczne. Takim „outsiderem" w wielkiej rodzinie monarszej, który następnie zakorzenił się na dobre, był Stanisław I, król polski i wielki książę litewski, a późniejszy książę Lotaryngii, z świetnego domu hrabiów na Lesznie Leszczyńskich. Nie poszło to łatwo i, bezstronnie sądząc, dziwić by się można, że król tak potężnego państwa jak Francja, właśnie Marię Leszczyńską a nie inną księżniczkę europejską wybrał na żonę. Zanim „Marie Leszczyńska" jak ją do dziś z dziwnym uporem nazywają Francuzi, została królową Francji i Nawarry, jej kandydatura matrymonialna różne przechodziła perypetie. Gdy Ludwik XV, za którego rządy sprawował regent ks. Orleański, doszedł do 11 lat, postanowiono nie wyszukać mu narzeczoną, którą by zaślubił do sześćdziesięciu do odpowiedniego według prawa kanonicznego wieku. Zaręczanie dzieci było naówczas rzeczą zwykłą; chodziło w tym wypadku oczywiście o zapewnienie następstwa tronu a następnie obawiano się, iż król, który w owym czasie znany był nie tylko z czystości obyczajów, ale pewnej nieśmiałości wobec kobiet, nie zechciał pozostać kawalerem. Mimo odpowiednich prób „zorientowania" króla w arkana Amora, młody monarcha nie okazywał się bynajmniej dobrym uczniem, oddając się z namiętnością jedynie polowaniu na leśną zwierzynę a nie dostrzegając lub nie chcąc dostrzec zwierzyny płacowej w postaci uroczych dam dworu! W końcu, po licznych naradach, wyszukano mu narzeczoną, w osobie siedemnastoletniej infantki hiszpańskiej, która wkrótce zjawiła się we Francji. Spotkanie narzeczonych nacechowane było nieśmiałością i małym obopólnym zainteresowaniem. Następnego dnia po przybyciu infantki Ludwik XV darowuje jej lalkę z walizką 20 tysięcy liwrów, a w trzyletniej infantka wraca do swej ojczyzny! Pobyła zapewne osobista niechęć małego króla, mimo że wszyscy nie chciał być igraszką kompromisowych ministrów, chcąc mieć sam w tej sprawie coś do powiedzenia. Pierwsza nieudana próba małżeństwa wymagała konkretnego załatwienia tej kwestii dynastycznej, tym więcej, że wkrótce Ludwik XV ciężko chorował i obawiano się o jego życie. Wkrótce po załatwieniu sprawy z nieszczęśliwego związku, kuzyn króla książę de Bourbon układał listę księżniczek, które z uwagi na wiek nadawałyby się na żonę królewską. Pierwsza ta lista obejmowała chyba z dwa i pół tuzina innych księżniczek. Córka króla portugalskiego, następnie Anna angielska, córka księcia Walii, i jej młodsza Amelia, dalej ks. Szarlotta duńska, Maria, dwie córki cara rosyjskiego Maria i Karka króla pruskiego itd. Ówczesny „raison d'état" szczegółowo rozprawił się z każdą z kandydatek właściwie wszystkie te możliwe zasadniczo miały swoje duże mankamenty. Księżniczka rosyjska nie nadawała się ze względu na obłęd w jej rodzinie; małżeństwo z Angielką upadło by popieranie kawalera de Saint-Georges, dobijającego się jako katolik o tron angielski; u księżniczek rosyjskich brano pod uwagę pochodzenie jej matki; u księżniczek zaś niemieckich przeszkodą byłą ich wiara protestancka. Dopiero w końcu, po odrzuceniu wszystkich dotychczasowych kandydatek, zaczęto wspominać o Marii Leszczyńskiej, zapomnianej córce króla wygnańca: Marii Leszczyńskiej. Stanisław zamieszkiwał wtedy, bez tronu polskiego, w zamku w Wissembourgu, w nadzieję na wznowienie swego panowania. Marię Leszczyńską w tamtych czasach złośliwie w P.N. nazywano nazwiskiem „Leczińska". Powołało też, ale konsekwentnie dystansowano nazwisko Leczińska. Dwór francuski postanowił wysłać do Stanisława Leszczyńskiego specjalnego zaufanego posła, aby zwięzłe dysponującą „odpowiedniami" księżniczką króla Stanisława wymieniono jest w ten dzień. W raporcie posła o Marii świadectwo było świadectwa żyć dworu wissemburskiego ciekawe, że jest szczególnie o uroczych zadrobniejsze jego strony. Według tego raportu księżniczka Maria była małego wzrostu, jędrno zbudowana, włosy miała ciemno-blond, czoło obłe, piękne brwi, oczy ciemne i żywe, nos prosty, bardzo piękne i czerwone wargi. Uśmiech jej był pełen uroku. Mówiła dobrze, inteligencja. Władająca dobrze językiem niemieckim i francuskim. Mówiąc o charakterze podkreśla wysłannik królewski, że księżniczka odznaczała się wielką dobrocią i ubóstwiana jest przez prostą ludność. Ogólny obraz córki króla wygnanego wypadł więc nader korzystnie dla niej. To też wreszcie dwór francuski uważając te kandydatury za bardzo poważne, wyekspediował do zamku w Wissembourgu lekarza dr. Duphénix celem zbadania jedynej przeszkody, jaka jak „deus ex machina" wypłynęła na wierzch. Przeszkoda ta była obecność epileptycznych napadów księżniczki. Pan Duphénix rozmawiał na ten temat ze Stanisławem, badał zapewne księżniczkę i gorliwie zasięgał informacji. Pogłoska o epilepsji okazała się niecną kalumnią. To też wkrótce realizuje się między księciem de Bourbon a Stanisławem korespondencja na temat małżeństwa, po powzięciu decyzji zaślubienia polskiej królewny przez Ludwika XV narzeczeni spotykają się w Montret, w okolicy Fontainebleau a dnia następnie t. j. 15 sierpnia 1725 r. następuje ślub w kaplicy zamku w Fontainebleau. Dzieje nieszczęśliwej królowej Marii, żony lekkoducha Ludwika XV są dostateczne. tronie Francji, oraz cztery córki. Synami tymi byli nieszczęśliwy Ludwik XVI, Ludwik XVIII i Karol X, który w r. 1830 abdykował jako ostatni monarcha z starszej linii Burbonów. Z sióstr trzech królów: Maria-Adelaida zaślubiła Karola-Emanuela-Ferdynanda IV, króla Sardynii. Ostatnim potomkiem tej linii domu królewskiego był Henryk, zwany przez legitymistów Henrykiem V, a znany pod nazwiskiem hrabiego de Chambord, który po upadku cesarstwa w r. 1871 był najpoważniejszym i najpopularniejszym kandydatem do tronu francuskiego. Zmarł on bezpotomnie w Frohsdorf, w Austrii w 1883. Krew Leszczyńskich płynie obecnie w licznych liniach domów panujących a przede wszystkim w linii książąt Bourbon-Parma. Oczywiście, że wobec małej liczby domów panujących, żeniących się ciągle między sobą, krew Leszczyńskich przeszła do wielu innych, np. domu saskiego. Potomkiem Leszczyńskich przez dom saski był również zmarły Cezar Karol austriacki. Tak więc bez przesady możnaby króla Stanisława Leszczyńskiego nazwać „wujcem monarchicznej Europy"; jest to chyba jedyna pociecha, jaka mu życie dała w zamian za dwukrotną utratę tronu, utratę nadziei podźwignięcia Polski z letargu psychicznego i tyle innych strapień i rozczarowań których doznał jako król, filozof i człowiek.