Wpisz w wyszukiwarkę nazwę poznańskiej ulicy, a my pokażemy Ci jej historię.

Adres: wolności

Dopasowany fragment

odruch dziennikarski wietrzył iakaś przy” góde ale i odruch dziennikarski nie potralił nd* ruszyć iej n eprzystępności. sensacia poszła wói- no i majestatycznie dalel. clągnąc za sobą łań- cuch oczarowanych 1 snutnych spoirzeń obywa” teił zbaszyńskich, szarpiących sie beznądzieinie z kryzysem. poszedłem .dałel, zamyślając się nad znacze” niem takiego błysku. nieoczekiwanego refieksu poprzez szarą, i kową żu mad nagle rozbłysłym prowincjonalnym głode wrażeń, - szedłem w stronę ratusza im bliżel miasta, tembardziej „pryncypalna ulica, pustoszała. na pustym zupełnie, placu wolności: wznosił się su< motnie pomnik powstańców. na któtym orzeł błały osłaniał skrzydłami pamięć bohaterów, któ rży przesunęli © kiikaset metrów zranicę pźń- stwa polskiego krokami, mdlelącemi od upły- wii botatersk ej krwi. a: zuiący dobitnie niezmienne godzine szóstą, mi- mo iż dochodziła jedenasta. roznłądaląc słę wo” koło po tych domach szarych i brikach t szarej da f nieruchliwej ulicy. t trafiając: spoirzeniem w ten zatrzymany zegar. odnosiło się ptzyznęb a jące wrażenie, że iest to. miasto, zatrzymane w cz:

Transkrypcja

Zagadkowa kobieta i zatrzymany zegar. Gdybym przekroczył próg wspaniałego, istotnie reprezentacyjnego dworca, Zbąszyń błocił się w śniegu i deszczu. Naprzekór normalnym prawom logiki zimowej, zaczęło sapać tak, jak w normalnej jesieni. Nieskończenie długa ulica 17 Stycznia taplała się w błocie i nieskończone szeregi małych uliczek — dopływów także nie wyglądały normalnie. Na tle tego błota, deszczu i przygnębiającej szarzyzny wybłysło wprost niespodziewane zjawisko kobiety. Szła w bajecznym futrze, w bajecznie kolorowym kapeluszu, o bajecznych oczach, samotna kobieta. Szła wolno, w deszczu, obrona, spokojna, niewzruszona spojrzeniami, zatrzymujących się szarych, złowionych ludzi. Dziw, niespodzianka, zagadka! Brak logiki życia! Odruch dziennikarski wietrzył jakąś przygodę, ale i odruch dziennikarski nie potrafił naruszyć jej nieprzystępności. Sensacja poszła wolno i majestatycznie dalej, ciągnąc za sobą łańcuch oczarowanych i smutnych spojrzeń obywateli zbąszyńskich, szarpiących się beznadziejnie z krzyżem. Poszedłem dalej, zamyślając się nad znaczeniem takiego błysku, nieoczekiwanego refleksu poprzez szarą, małomiasteczkową, piaszczynę, nad nagle rozbłysłym prowincjonalnym głodem wrażeń. Szedłem w stronę Ratusza. Im bliżej miasta, tym bardziej „pryncypalna“ ulica pustoszała. Na pustym zupełnie Placu Wolności wznosił się samotnie Pomnik Powstańców, na którym orzeł biały osłaniał skrzydłami pamięć bohaterów, którzy przesunęli o kilkaset metrów granicę Państwa Polskiego krokami, mdlejącymi od upływu bohaterskiej krwi. Zegar dobitnie niezmiennie godzinę szóstą, mimo iż dochodziła jedenasta. Rozglądała się wokoło po tych domach szarych i brukach i szarej dali nieruchliwej ulicy i trafiając spojrzeniem w ten zatrzymany zegar, odnosiło się przygnębiające wrażenie, że jest to miasto, zatrzymane w czasie. Aby pozbyć się tego przykrego nastroju spieszę się do burmistrza miasta p. Michalika. Okazuje się, że jest chory. Idę do domu. Dzielę się z burmistrzem wrażeniami. Jakie odniosłem maszerując przez miasto. Uśmiecha się i potakuje. a jednak nie zna demonstracji bezrobotnych. Koty na drzewie. Pracy oddaje się z ogromnym poświęceniem Zw. Pracy Obywatelskiej Kobiet przy wydatnej pomocy ruchliwej Rodziny Kolejowej i Magistratu. Teraz przystępujemy z całą energią do akcji zbiórkowej. Znajduje się już ona w toku, i mam nadzieję, że da niezłe rezultaty. — A praca miasta, panie burmistrzu? — Nie ma pieniędzy. Ale robimy co możemy. Przede wszystkim budujemy targowicę na trzymorgowym obszarze. Zatrudniamy przy niej około 25 bezrobotnych. Targowica będzie gotowa z początkiem nowego roku budżetowego. Poza tym skończyliśmy budowę ul. Targowej i dokończyliśmy ulice Mostową na przestrzeni 500 m. Dokończenie tej ostatniej wymagało poważnego nakładu pracy, jeżeli weźmie się pod uwagę, że w niektórych miejscach trzeba było budować nasyp na wysokości 2 metrów. W pełnym ruchu znajduje się betoniarnia, która wyrabia chodniki. Będziemy je zakładali wiosną, bo Zbąszyń chyba od 50 lat nie zmieniał chodników. — A rozbudowa miasta? — O tym w ogóle nie ma co mówić. W ubiegłym roku zbudowano tylko dwa domy. W mieście jest trzydzieści mieszkań dwu- i trzypokojowych wolnych, mimo niezwykle niskich opłat dzierżawy. Na uwagę zasługuje jeszcze budowa Domu Katolickiego. Wznosi się on dobrowolnymi składkami, ofiarami w naturałłach i w robociźnie parafian. Dziś stoi już pod dachem, ale brak funduszy na wykończenie. — A co jest największem marzeniem, pana, ŚMIAŁY NAPAD Trzej bandyci zrabowali 1000 Wczoraj o godzinie 20-tej zdarzył się na szosie pod Strzelnem śmiały napad rabunkowy na pewnego handlarza bydła. Przejeżdżał tedy właśnie handlarz Janowski na rowerze. W pewnym momencie wyskoczyło z lasu trzech osobników i zrzucając z roweru Janowskiego, obili go.