Dopasowany fragment
i po- Szli w kierunku placu Wolności rozmawia- jąc. Utonęli sobie w oczach i zapomnieli o całym Świecie.
Transkrypcja
dzie można rozporządzać dowolnie, pozwoli na zamienienie dwu milionów hektarów pustyń na kwitnące plantacje. skiego na bruk śremski. Ironia losu płata często dziwne figle w najmniej do tego odpowiednich momentach. Pan profesor, jak się już rzekło, nie wierzył w miłość od pierwszego wejrzenia, a kiedy w nią uwierzył przed chwilą, okazało się, że ukochana jego czekała na zwyczajnego rzezimieszka. Panu profesorowi nagle zachciało się wyć. Tamci tymczasem przywitali się bardzo serdecznie, on wziął ją pod rękę, (pan profesor nigdy mu chyba tego nie daruje!!) i poszli w kierunku placu Wolności rozmawiając. Utonęli sobie w oczach i zapomnieli o całym świecie. Zawiedziony pedagog ruszył za nimi.— Zaczął się sam przed sobą usprawiedliwiać, że przecież musi szpiegować człowieka, od którego dostał wczoraj w gębę. Ale głównym powodem pościgu była ciekawość, gdzie idą, jak długo będą jeszcze szczebiotać do siebie i z kim jest panienka. Żona tamtego, przyjaciółka, czy tylko znajomą... Jeżeli nawet tym ostatnim, to znajomą czującą do bandyty pewien sentyment. Powiedziało o tym panu profesorowi przywitanie ich. Podali sobie ręce ze serdecznością zakochanych. Pan profesor szedł w trop. Panienka wiedziała o tym, kilka razy obejrzała się, jakgdyby chcąc się przekonać, czy prześladowca nie zgubił śladu. Skręcając za nimi w prawo, Jaworski spojrzał na zegar, umieszczony na budynku Esplanady. Dochodziła godzina piąta. Nic innego, tylko idą do kina. (Ciąg dalszy nastąpi)