Wpisz w wyszukiwarkę nazwę poznańskiej ulicy, a my pokażemy Ci jej historię.

Adres: królewska

Dopasowany fragment

Pluton maarsz!... Ruszyliśmy przez ul. Królewską, Kra- kowskie Przedmieście, Aleje Jerozolimskie ku Marszałkowskiej.

Transkrypcja

Oto rozpoznany tekst, z zastosowaniem wszystkich instrukcji: Szląsk. W światku sportowym Krakowa dużo mówi się o strajkujących piłkarzach Wisły. Jedna z wersji podaje, że rzekomo kaperują „wiślaków” na Śląsk. Tacy ludzie nie istnieją. Świadczy o wielkości takiej, że prawa są inne, niż prawa małość. Ciepłej. ju warty zamachu biskupa, mieszkania- mi za- tem rómo- pułk legio- municji. populatnie, naszych muszano żołnierskich dziedziniec niemieckie, spol. Pie- tem. Aż wę z ich niedalekiego przeznaczenia... Wiedzieliśmy dobrze, że ani jeden pocisk nie zostanie wystrzelony przeciwko braciom. Rozumieliśmy, że dzień, który nadchodzi, będzie zjednoczeniem wszystkich grup i partii na tronie wspólnej sprawy. 8-go listopada wieczorem pułk. Minkiewicz, dowódca naszej brygady, wydał telefoniczny rozkaz podziału kompanii na patrole i wyruszenia na miasto. Ciemno już było, kiedy wyszedłem na dziedziniec, gdzie oczekiwały nas plutony. O jakie radośnie wydawałem wtedy komendę!: — Bagnet na broń! Równy krok! Kierunek za mną! Pluton marsz!... Ruszyliśmy przez ul. Królewską, Krakowskie Przedmieście, Aleje Jerozolimskie ku Marszałkowskiej. Tłumy ludzi zalegały chodniki. Te same tłumy, które wczoraj odwracały się od mundurów legionowych, zimne i nieprzystępne, dziś witały nas okrzykami entuzjazmu! Szliśmy bez słowa, równym spokojnym krokiem. Napotykani żołnierze i oficerowie niemieccy niezwykle szybko i sprężyście unosili dłonie do czapek. Nie odpowiadaliśmy na salutowanie. W takt marszu, w rytm kroków wbijała się nam tylko jedna myśl: ostre naboje... ostre naboje... mamy czym zdobyć stolicę, mamy czym ją obronić!... Szedłem tak na czele oddziału w radosnym zapamiętaniu, gdy uwagę moją zwrócił sierżant na wielki wóz rzeźnicki, który jechał powoli w ślad za nami. Siedziało na nim kilku cywilów. Nie zdążyłem się jeszcze. Kiedy wóz ruszył wyciągniętego ku nam, błysnęły z niego światełka. Było to na rogu Marszałkowskiej. Grad kul rewolwerowych zasypał. Wirowały ławą przez całą szerokość. Rzuciliśmy się w pogoń za strzelającymi. U zbiegu ulicy Złotej i Mariackiej. Jakiś student w białej uniwersyteckiej zabiegł drogę napastnikom i chwytając cugle. Jeden celny strzał powalił. Wóz skręcił w ulicę Złotą. Pośród żołnierzy, ugrupowałem w kilka chwil, w której wóz podjechał, gdzie był dobrze widoczny, zakrzyknąłem: — Mierzyć dobrze! Salwa! Potem mieliśmy ich. Zakotłowało nami. Oba konie i trzech tajemniczych leżało w kałużach krwi na bruku. Z nich lekko rannego odstawiliśmy. Była to brygada. Był on tak samo jak i jego komunistą wyznania... mojżeszowego. Pierwsze ostre naboje miały znaczenie. W kilka dni później, w starej kamienicy, jęczącymi z nami przy ul. Ciepłej, nieśli go z honorem – Donau-Eschingen u następnego. A potem, potem małe, lśniące wędrowały za nami; pod Lwów. Jakże były potrzebne!...