Transkrypcja
Opowieść o awanturniczych przygodach trzech muszkieterów 58) D'Artagnan wyszedł z towarzyszem z okopów i schyleni zaczęli się podkradać pod bastjon. Dwaj żołnierze szli obok d'Artagnana, a dwaj pozostali w tyle i w pewnej chwili ukryli się za wałem i pozostali tam. D'Artagnan jednak przypuszczał, że to jakiś ich manewr strategiczny i nie zwracał na to uwagi. Po chwili z bastjonu posypał się deszcz kul. Był on rzeczywiście zajęty przez wrogów. D'Artagnan obliczał ich liczbę na 60 ludzi. Obok głowy przyczajonego za wałem d'Artagnana gwizdnęło nagle kilka kul i w tej samej chwili spostrzegł, że strzały te nie mogły paść z bastjonu, że oddane były z tyłu. W jednej chwili padł na twarz, przeklinając swą nieostrożność. Jak mógł zapomnieć o swym groźnym wrogu — milady. Jak mógł tak bezwzględnie zaufać owym dwom, nieznanym bliżej żołnierzom. Bo nie wątpił, że strzały te wyszły od nich i że nie były spowodowane przypadkiem. I rzeczywiście. Żołnierze — przypuszczając, że d'Artagnan padł zabity — zbliżyli się do niego. Wtedy d'Artagnan zerwał się w mgnieniu oka i rzucił się na nich ze szpadą. Przerażeni żołnierze rzucili się w tył, a jeden z nich usiłował przeskoczyć przez wał do bastjonu.