Transkrypcja
Z ekranu „WRZOS“ Kino „Słońce“ Pierwsza to powieść jednej z najbardziej popularnych polskich autorek, Rodziewiczówny — przeniesiona na ekran. I trzeba przyznać, że film ma wszelkie dane, aby stać się tak popularnym, jak powieść. W reklamach podkreśla się ciągle jego pewną łączność z „Trędowatą“, ale „Wrzos“ bije tamten film zdecydowanie. To nie jest sentymentalna sielanka ze łzawym zakończeniem, ale to film słusznie pretendujący do określenia „psychologiczny“, wypracowany wyjątkowo jak na polską produkcję zwarcie, logicznie i starannie. Dramat kobiety, której małżeństwo jest układem, umową handlową, a której serce pozostało przy kimś, kto zaginął i kto nagle powraca i historia mężczyzny, zakochanego w innej kobiecie i zbyt późno spostrzegającego wartość własnej, narzuconej żony, są przedstawione w sposób prosty i wzruszający. Nie brak też godnych podkreślenia dalszych chwytów reżyserskich. W roli głównej Stanisława Angel-Engelówna, nowa twarz na ekranie jest artystką ciekawą i obiecującym talentem. Ćwiklińska, Wysocka, Stępowski, Brodniewicz, Brzezińska i inni dają bardzo dobre kreacje. Dziwnym przeoczeniem jest tylko ten rok 1913 na kalendarzu. Mogłoby go zupełnie dobrze nie być, bo oprócz tej daty i cienia Sybiru nic nie jest cofnięciem się w przeszłość, a stroje aktorek i ubrania aktorów są ultra-współczesne.