Wpisz w wyszukiwarkę nazwę poznańskiej ulicy, a my pokażemy Ci jej historię.

Adres: warszawska 2

Dopasowany fragment

Il Duce będzie n Dnia 15 lutego o godz. 6 rano Jakubowski zjawił się strony nie mało kłopotów. k ie policji du ie dnia Zarzut, stawiany w dalszym ciągu Ą > A 20-tej zatrzymało go na ul. Warszawskiej 2 panów, lickiej przez faszystów, że ma ona w 5 M żądając do Czarnego Błota.

Transkrypcja

„z przed 1900 lat”. W międzyczasie wyjawiała się żywa wymiana depesz a brat Mussolini’ego oświadczył w „Popolo d'Italia”, że przy dobrej woli załatwienie konfliktu będzie rzeczą lekką. Dziś nie ulega już wątpliwości, że demonstracje były zainscenizowane bezpośrednio przez kierownicze czynniki partji faszystowskiej. Bierność policji nie da się inaczej wytłumaczyć. Przyczyną wywołania tych zamieszek była dążność dzisiejszych władców Italji do objęcia całego człowieka przez organizację faszystowską. Faszyzm chce mieć wszelkie kierownictwo w swoich rękach a więc i religijne, a na to Kościół w żadnym razie zgodzić się nie może. Jest rzeczą prawdopodobną, że do konfliktu przyczynił się również Turati. Nie może on zapomnieć, że Mussolini pozbawił go stanowiska sekretarza partji faszystowskiej. Ambitny polityk szuka sobie zwolenników zwłaszcza wśród liberalnej, wrogo względem Kościoła usposobionej młodzieży akademickiej. Il Duce będzie miał z tej strony niemało kłopotów. Zarzut, stawiany w dalszym ciągu Akcji katolickiej przez faszystów, że ma ona w swych szeregach wielu zwolenników dawnej partji popolarów, nie wytrzymuje krytyki. Cóż w tem dziwnego, że ludzie, którzy przedtem bronili sprawy katolickiej na polu politycznem i przy pomocy środków politycznych, obecnie służą jej w Akcji katolickiej? Nie mają oni kierowniczych stanowisk, a ci, którym takie stanowiska ofiarowano, sami się ich zaraz zrzekli, by nie przysparzać Papieżowi żadnych trudności. ...red. Chrzanowski udzielił nam szczegółowego co do lotu zawodników poznańskich do Bukaresztu. Startując w dn. 7 bm. przelecieli oni trasę 2516 km. w 27 godz. lotu we dnie i w nocy z dwoma lądowaniami nocnemi, w tem jednem w Krakowie na nieprzygotowanem lotnisku bez światła. Na etapie Cluj — Bukareszt panowały jak najfatalniejsze warunki atmosferyczne. Burza, chmury, mgła i deszcz sprawiły, że [...]tek przebywając bez lądowania trasę Jassy — Poznań (980 km) w ciągu 8 godzin 45 minut. Opieczętowane aparaty rejestracyjne odesłano do Bukaresztu. Lotnicy wylądowali w Poznaniu wczoraj o godz. 14-ej. Wieczorem wydano na ich cześć bankiet w Automobilklubie. zbyt małe spożycie cukru często jest powodem osłabienia lub choroby Dr Stanisław Kurkiewicz Warszawa r. 16-1-1931 CUKIER KRZEPI Cała Francja okryta żałobą po wstrząsającej katastrofie statku St. Philibert Liczba utopionych wzrasta do 500? Paryż (Tel. wł.). Lista ofiar katastrofy statku „St. Philibert” ciągle jeszcze jest niekompletna, przytem krążą nawet pogłoski, że cyfra zmarłych przekracza 500 osób. Z morza wyłowiono dotychczas 69 zwłok, które przewieziono do St. Nazaire. Podjęte mają być próby wydobycia parowca, na którym przypuszczalnie znajdować się ma przeszło 200 trupów. Saint Nazaire (PAT). Przedstawiciel Havasa rozmawiał z kilku osobami, ocalałymi w katastrofie „Saint Philibert”. Jeden z uratowanych, doskonały pływak, oświadczył, że jakkolwiek w chwili gdy statek przewrócił się całkowicie, doznał pod wodą uderzenia w biodro, to jednak zdołał wypłynąć na powierzchnię morza; wówczas zobaczył tył statku, unoszący się wysoko w powietrzu oraz grupę ludzi rozpaczliwie trzymających się statku, poczem statek pogrążył się wraz z ludźmi w falach i zniknął mu z oczu. Opowiadający zdołał uczepić się łodzi ratunkowej, zabezpieczonej przed utonięciem i wraz z kilku rozbitkami wdrapali się do łodzi, gdzie przesiedzieli do chwili przybycia holowników. Pomoc przyszła w samą porę, gdyż siły ich były na wyczerpaniu. Drugi z uratowanych, również doskonały pływak, opowiada, iż w ciągu godziny zdołał utrzymać swą żonę na powierzchni morza, poczem wyczerpany musiał ją puścić. Trzeci, którego zapytano czy nie pragnie, ażeby powiadomić rodzinę o jego ocaleniu, odpowiedział, iż szkoda się trudzić, gdyż jego żona, matka i córka znajdują się w głębi morza. Paryż (Tel. wł.). Wszystkie znajdujące się w St. Nazaire okręty zostały zmobilizowane do wyławiania zwłok zatopionych przy katastrofie parowca wycieczkowego St. Philibert. Parowiec ten, używany tylko do żeglugi rzecznej był przepełniony, co w sumie przy wypłynięciu na morze spowodowało katastrofę. Kondolencje min. Sokala. Genewa (PAT). Na wczorajszem posiedzeniu Konferencji Pracy przewodniczący min. Sokal wygłosił przemówienie, poświęcone katastrofie statku francuskiego „St. Philibert”, w czasie której zginęło wielu robotników. Mówca zaznaczył, iż konferencja bierze żywy udział w bólu rodzin ofiar katastrofy i zwraca się do rządu i narodu francuskiego z wyrazami szczerego współczucia. RUN NA BANK PAŃSTWA W AUSTRALJI. Z powodu beznadziejnego stanu Banku Państw. w Nowej Południowej Walji, zamknięto kasy Banku na 10 dni. Po otwarciu rozpoczął się run na Bank. ...imienin Jego Król. Mości. W listopadzie (25-go) tego samego roku wystawił Bogusławski Porwanie po polsku! Był to znów wielki spektakl za anniwersarz koronacji Stanisława Augusta, przy odgłosie trąb, kotłów, muzyki janczarskiej i illuminacji całego teatru Narodowego. W tymże roku 1783 wystawił Bogusławski tragiczno-komiczną operę z włoskiego — sam ją tłumaczył — p. t. Don Giovanni albo libertyn ukarany. Nie był to jednak Don Giovanni — Don Juan Mozarta — wszak operę tę napisał dopiero cztery lata później — muzyka była imć pana Joachima Albertiniego, ostatniego kapelmajstra króla Stasia. W ciągu kilku lat opera ta cieszyła się niesłabnącem powodzeniem. Była na afiszu i w r. 1789, kiedy to operzyści włoscy grali pod tą samą nazwą nieśmiertelny dramat muzyczny wiedeńskiego mistrza. Mimo że śpiewacy byli doskonali a dyrektorem ich był sławny Guardasoni, który dwa lata wcześniej wraz z Mozartem inscenizował Don Giovanniego w Pradze, opera „signora Wolfgango Mozzart” padła sromotnie w polskiej stolicy, — nie wytrzymała konkurencji tamtej współimiennej opery, której przymilne melodje jeszcze w roku drugiego rozbioru Rzplitej — a więc w 10 lat po pierwszem przedstawieniu — rozmarzały warszawskich melomanów... W podobnych okolicznościach w naddunajskiej stolicy zrobiła fiasko La nozze di Figaro; nie wytrzymała porównania z operą Martiniego Cosa rara... Kto słyszał dziś o p. Martinim i p. Albertinim!... U nas Wesele Figara miało znów współimiennego konkurenta, a była nim opera miernego kompozytora o wspaniale brzmiącem nazwisku: Ditters von Dittersdorf; dziś z dzieł jego ostała się tylko... autobiografja, pełna cennych informacyj do dziejów teatru niemieckiego. Otóż w r. 1794, w przeddzień pamiętnej, z niezwykłym zapałem przyjętej premjery Krakowiaków i górali Bogusławskiego-Stefaniego, teatr niemiecki w Warszawie dał operę Dittersdorfa p. t. Der Lustige Tag oder Figaros Hochzeit. O powodzeniu jej nic nie wiemy; zresztą 6 tygodni później wybuchła w Warszawie insurekcja. Mozartowskie Wesele Figara Warszawa usłyszała natomiast dopiero znacznie później i nie poznała arcydzieła w okresie zakreślonym w nagłówku. Jak tłómaczyć sobie ten fakt? Najłatwiej tem, że taka była wola króla, jak wiemy, przemożna w dziedzinie teatru. Czyż Stanisław August nie uważał czasem muzyki tej za nadto cierpką, tak jak Józef II? Libretto, oparte na śmiałej komedji Beaumarchais'ego, nie raziło, gdyż komedję samą grywano swobodnie. Największem w owe czasy powodzeniem cieszyła się w Warszawie z oper Mozarta ostatnia: Fleta czarowna, jak wtedy brzmiał jej tytuł. (Bogusławski później tłumaczył: Flet czarnoksięski). Wystawili ją w r. 1793 aktorzy niemieccy, grając w Teatrze Narodowym na zmianę z towarzystwem Bogusławskiego. Afisz w języku polskim i niemieckim zapowiadał: „Die grosse original deutsche Oper Die Zauberflöte. Muzyka Wolfganga Amadea Mozart, kapelmajstra i prawdziwego król.-ces. komponisty nadwornego.” Poza temi widowiskami aktorzy niemieccy grali Porwanie z seraju w teatrze ks. Sułkowskiego w Rydzynie. Takie były początki Mozarta w Polsce, w początkach naszej sceny narodowej. R. Witkowski. ...Górecką wraz z córką i zawozi je autem do Hotelu „Pod Modrym Fartuszkiem”. Tutaj zabawa trwa przez 3 dni, poczem Jakubowski wywozi kochankę do Aleksandrowa. Górecki powróciwszy do domu, dowiedział się dopiero następnego dnia o ucieczce żony. Przez kilka dni poszukiwał wiarołomnej, a spotkawszy pewnego dnia na ulicy Jakubowskiego, zażądał od niego wyjaśnień. Spokojna początkowo rozmowa przerodziła się w namiętną kłótnię, w czasie której Jakubowski strzelił do Góreckiego, nie trafiając jednak. Po kilku dniach nastąpiło ponownie spotkanie, w czasie którego Górecki prosił Jakubowskiego, by mu dopomógł w odszukaniu żony. Jakubowski, udając serdecznego przyjaciela, zaprosił Góreckiego do restauracji, gdzie przy kieliszku nastąpiło wspólne wynurzenie, przyczem J. obiecał Góreckiemu, iż zawiezie go do żony na drugi dzień i sam będzie namawiał ją do powrotu. Następnego dnia, t. j. 14 lutego o godzinie 19-tej Górecki udał się do mieszkania Jakubowskiego, z którym następnie wyjechał autem w kierunku Barbarki. Dnia 15 lutego o godz. 6 rano Jakubowski zjawił się w komendzie policji opowiadając iż dnia poprzedniego o godz. 20-tej zatrzymało go na ul. Warszawskiej 2 panów, żądając odwiezienia do Czarnego Błota. W chwili, gdy auto znajdowało się na skrzyżowaniu dróg do Barbarki, pasażerowie zażądali zatrzymania auta i rzucili się na niego, wiążąc mu ręce sznurami. W tym czasie zjawił się na drodze Górecki, który uderzył go tępym narzędziem w głowę tak silnie, że oskarżony upadł, a następnie oddał do niego kilka strzałów. Jakubowski udał zabitego i wówczas to Górecki kopnął go i powiedział „gotów”. Gdy napastnicy oddalili się, Jakubowski rozciął sznury nożem, wsiadł do samochodu i przyjechał zameldować o wypadku policję. W godzinę po tej opowieści Jakubowskiego doniósł policji żołnierz Ejankowski z 8 bataljonu saperów, że wracając z placu ćwiczeń spostrzegł przy krzewach na Kępie Wiesego zwłoki mężczyzny. Na miejsce wypadku udały się natychmiast władze śledcze, które znalazły zwłoki Góreckiego, leżące w oparciu o drzewo. Z ust, nosa i uszu zwieszały się skrzepy spalonej krwi. Na szyi nieszczęśliwego był mocno zaciśnięty sznur, a w policzku widniała duża rana postrzałowa. W kieszeni denata znaleziono 2 listy i rewolwer z jedną zatrzymaną kulą w lufie i jedną w magazynie. Natychmiastowe śledztwo władz policyjnych stwierdziło, iż do miejsca tego dojechał samochód, który następnie nawrócił i odjechał w kierunku miasta. Badając ślady opon, zauważono, iż opony przy samochodzie Jakubowskiego mają tą samą szerokość i te same wzory, jakie pozostawił ślad samochodu przy Kępie Wiesego. Opierając się na tem władze śledcze powzięły podejrzenie, iż w sprawę morderstwa jest zamieszany Jakubowski, którego natychmiast przytrzymano. W mieszkaniu stwierdzono świeże ślady krwi, a w mieszkaniu J. znaleziono garderobę Jakubowskiego, a ponadto znaleziono ten sam gatunek sznura, który był zaciśnięty wokół szyi ś. p. Góreckiego. Na podstawie wyników śledztwa ustalono, iż ohydne morderstwo miało następujący przebieg: Dnia 14 lutego Jakubowski zaprosił Góreckiego do samochodu pod pozorem, że zawiezie go do żony. Gdy wyjechali za miasto, Jakubowski zatrzymał auto, oświadczając, iż coś popsuło się w motorze. Razem z Jakubowskim wysiadł z samochodu Górecki. W pewnej chwili Jakubowski upatrzywszy odpowiedni moment, strzelił do ś. p. zmarłego, którego tylko zranił. Górecki upadł na ziemię, a po chwili zerwał się i począł uciekać. Ubiegłszy około 150 mtr. padł wyczerpany, a wówczas to obydwaj mordercy dobiegli i oddał drugi strzał w policzek. Następnie Jakubowski włożył zwłoki Góreckiego do samochodu i odwiózł je na Kępę Wiesego, gdzie chciał upozorować samobójstwo nieszczęśliwego. Jakubowskiemu grozi kara śmierci. Kolonja karna handlarzy żywym towarem NA URUGWAJSKIEJ WYSPIE Buenos Aires (PAT.) Po wykryciu w Buenos Aires zbrodniczej organizacji „Zwi Migdal”, zajmującej się handlem żywym towarem, kilkudziesięciu jej członków, skazanych na wydalenie z terytorjum Argentyny, wyjechało do Urugwaju, gdzie ich natychmiast aresztowano i dekretem władz bezpieczeństwa skazano również na wydalenie z granic kraju. Aresztowani handlarze żywym towarem, których było 62, wnieśli przeciw rozporządzeniu władz urugwajskich rekurs sądowy. Obecnie zapadł wyrok bezapelacyjny w tej sprawie, zatwierdzający w całej rozciągłości dekret. Na mocy wydanego wyroku aresztowani handlarze żywym towarem, nie posiadający paszportów na wyjazd zagranicę, zostali osadzeni na wyspie „Flores”, gdzie pozostaną pod dozorem policyjnym do czasu uregulowania kwestji paszportowej. RODZICE! SZKOŁA ZAWODOWA to nie deska ratunku dla matołków leniów i wypędków --- PRZEMYSŁ potrzebuje ludzi którzy umieją przemyśliwać - Dajcie mu takich!