Dopasowany fragment
ut ć p b. b je mochodowego w Poznaniu, ul. Ułańska 25 a A. zElazi Jaktajwięce naśladowców. = 7 jewódźki Komitet do Spraw Bezrobocia z: Cześnik w „Zemście”, wojewoda w ia s w d: omitęt skła* ja R 6 . da wezaa i odliękowanie w imieniu rzeszy bdzrotogijj _ Wszcfkie datki ofiary pienittge należy wplhcąć na 8
Transkrypcja
...Wojennych 135 zł. — Komisarjat Straży Granicznej we Włoszakowicach pow. Leszno 5,80 zł. — Fabryka Zapałek: „Bracia Stabrowscy” i pracownicy 291 zł. — Pomocnicza składnica Inżynierji w Poznaniu 10,50 zł. — Państwowa Fabryka Wyrobów Tytoniowych w Poznaniu 150 zł. — Sąd Apelacyjny i Prokuratura Apel. zebrały w miesiącu listopadzie z całego okręgu apel. 966 zł 90 gr. — Państwowy Magazyn Wyrobów Tytoniowych w Poznaniu, ul. Matejki 75 zł. — Warsztat Kadry VII. Dyonu Samochodowego w Poznaniu, ul. Ułańska 25 zł. Wszystkim ofiarodawcom Wojewódzki Komitet składa serdeczne podziękowanie w imieniu rzeszy bezrobotnych i apeluje gorąco do wszystkich obywateli, by ten szlachetny przykład poczucia obowiązków społecznych znalazł jaknajwięcej naśladowców. Wszelkie datki i ofiary pieniężne należy wpłacać na konto P. K. O. nr. 213.770 — właściciel: Komitet Wojewódzki do Spraw Bezrobocia w Poznaniu. Wojewódzki Komitet do Spraw Bezrobocia Przewodniczący: Wojewoda Raczyński ...stanu, że nie można już dostrzec... Centrum miasta było, jak wiadomo, zniszczone kompletnie, to też dziś jeszcze sterczą ruiny i zwaliska zniszczonych zabudowań! Na wschód od Reims do Chalon sur Marne pozostał niemiecki tank. Była to ostatnia broń światowej wojny. Ostatniej wojny?... W. S. ...lata pracuje w teatrach warszawskich. Praski teatr, Polski pod dyrekcją Solskiego, teatr Bogusławskiego, Rozmaitości, Narodowy, następnie Łódź i Katowice. Podczas wojny był Janowski w Rosji z trupą Przybyłko-Potockiej. Najulubieńsze role artysty: Rewizor w „Rewizorze z Petersburga”, Major w „Damach i Huzarach”, Cześnik w „Zemście”, wojewoda w „Mazepie”. Ernest Klein Szalona księżna Tłomaczył Feliks Henner. 26) Grace skinęła głową, zacisnęła małe ręce i zdusiła je na kolanach. — Czy mogłam przeczuć, że jest takim łotrem? że szło mu o to tylko, by mnie zwabić w pułapkę! — A więc dla niego dokument ukradłaś? Całą swą pogardę zdusiła Glorja w to jedno słowo. Paląca czerwień wstydu pokryła blade lica jej siostry. — Miej litość Glorjo! — błagała Grace. — Jestem już naprawdę dość ukarana. — Dalej! co chce uczynić z tym dokumentem? Nie mogę w to uwierzyć, aby miał znaczenie dla niego lub dla jego poselstwa, może pracuje dla kogoś innego, większego? — Nie wiem o tem nic Glorjo — nic nie wiem, wiem tylko, że zmusił mnie do wyjęcia dokumentu z szafy dziś w nocy. — — Tego nie rozumiem zupełnie Grace — odparła potrząsając głową Glorja. — Zmusił cię? Jakże mógł cię ktoś zmusić do tak haniebnego czynu? Grace dławiła się odpowiedzią, lękała się wyznać siostrze szaleństwo, które wydało ją owemu człowiekowi zupełnie bezbronną w ręce. Kobieta lękała się kobiecej wzgardy. — On — ja — mój Boże, Glorjo — uważałam wszystko za zabawę, rozrywkę — Boże miłosierny! można chyba raz napisać do mężczyzny! Glorja zerwała się. Poderwał ją gniew, musiała panować nad sobą, aby nie uderzyć siostry! — Ty — ty! — krzyknęła do siostry — Jesteś naprawdę gorsza, niż przypuszczałam! I ty chcesz wmówić we mnie, że nie masz sobie nic do wyrzucenia, prócz lekkomyślnej igraszki! Jakże muszą wyglądać owe listy, pisane do niego, skoro może cię niemi zmusić, byś stała się złodziejką wobec własnego twego ojca! A jeszcze i to, Grace, czy pomyślałaś o tem, co robisz z ojcem, wydając temu panu ów dokument? Czy nie pomyślałaś o tem, na jaką stratę i na jaki wstyd go przez to narażasz? Ja poszłabym raczej do tego oto jeziora! Grace nie odpowiadała, pod ciężarem oskarżeń zapadła się ostatnia resztka jej męstwa. Nie była już naprawdę niczem innem więcej, jak nieszczęśliwą kobietą, pokutującą ciężko za swoje winy. W tej jednej minucie ujrzała się w bezlitosnem zwierciedle prawdy. Ujrzała się taką, jaką była w istocie — nie taką jaką sama wobec siebie grała. Nawet w sercu tego lekkomyślnego, powierzchownego stworzenia, stał ołtarz, na którym czciła swoją świętość — czciła naprawdę i z miłością — ojca. Kiedy zmuszona brutalnemi pogróżkami portugalczyka wślizgnęła się nocą do bibljoteki i popełniła kradzież, myślała tylko o sobie. Czemże był dla niej ten dokument, na który nie rzuciła nawet okiem! Dla niej był to tylko środek, przy pomocy którego otrzymać miała cztery swoje listy z powrotem, które od niej wyłudził hrabia Las Valdas. Ani przez jeden moment nie myślała o ojcu. Nawet wtedy nie, gdy wemknęła się do jego sypialni i zdjęła klucz z półki, wiszącej obok jego łóżka. Nawet wtedy nie, kiedy po dokonaniu czynu odniosła klucz z powrotem. Ojciec spał tak spokojnie, nie przeczuwając niczego — a teraz! teraz! Nagle zerwała się. Przypomniała sobie, że ma jeszcze ten dokument. — Las Valdas oddał go jej. Drżącemi rękoma wydobyła go z gorsetu i podała siostrze. — Może szkoda nie jest tak wielką — szeptała, prosząc lękliwie, — odpisał tylko ten dokument i oddał mi go zaraz z powrotem. Chciałam go dzisiaj rano włożyć znowu do koperty, ale — Glorjo — Glorjo, jest jednak Bóg na niebie, który widział mój czyn, i nie chciał, by nieukarany pozostał. Dzisiaj rano, kiedy zeszłam do bibljoteki, był już Graham przy biurku. Wiesz to ja sama zostawiłam umyślnie szafę otwartą, by móc ten papier położyć na miejscu z powrotem. Poradził mi to Las Valdas, chciał on tylko sporządzić odpis i dokument miał znowu powrócić na swoje miejsce. — Ażeby nikt nie zauważył oszustwa? — zgrzytnęła Glorja. — Jesteś nietylko zła Grace, jesteś także głupia! Któż inny prócz niej odważyłby się mówić tak do Grace, córki lorda Burnhama, małżonki lorda Neville. Nawet Glorja nie odważyłaby się kiedyindziej na to słowo, raniące jej próżność tak boleśnie. Ale w tej chwili usłyszała w odpowiedzi tylko jęk rozpaczliwy. — Glorjo — ty — kobieta nie mająca zmysłu dla pogodnych stron życia. — Cóż ty wiesz o tem, — zawołała Glorja. — Pragnęłabym byś wiedziała coś więcej o tych stronach pogodnych, które mnie są znane. Dla bezwstydnych flirtów i szalonych zabaw nie mam rzeczywiście zrozumienia i upodobania. Ale istnieją jeszcze inne radości, prócz dobrze ubranych mężczyzn, okazujących się później łotrami. Ale dalej Grace — A więc masz jeszcze dokument! Czy ojciec zauważył już stratę? — Otóż to właśnie, — wybuchnęła Grace z rozpaczą; Graham musiał mu zaraz donieść o zniknięciu, gdyż kiedy weszłam w chwilę później, był już sam w bibljotece — i — z wyrazu jego widziałam — to było straszne Glorjo! Glorja trzymała nieszczęsny arkusz papieru w rękach. Nie otwierała go; nawet teraz nie chciała wiedzieć tego, o czem ojciec nie uważał za stosowne powiadomić ją. Ale powstawała w niej zwolna myśl, zapowiadająca przynajmniej w jednym kierunku cośkolwiek nadziei. Czy nie udałoby się jakoś podłożyć dokumentu do bibljoteki z powrotem? Wywołać wrażenie, że się gdzieś zarzucił? Musiałby się wtenczas uspokoić przynajmniej ojciec. — Z hrabią Las Valdas można było później załatwić sprawę! Przeszła kilkanaście kroków tu i tam, badając i kształtując tą myśl. Grace szła przerażonym wzrokiem za każdym z jej ruchów. — Może uda się — rzekła nagle Glorja. — Na każdy wypadek musimy spróbować, gdyż ojciec musi być za wszelką cenę uwolniony od każdej troski! Tak co do dokumentu jak i co do ciebie! W Grace wybuchła natychmiast niepohamowana radość. Widziała już dokonanem to, czego się siostra starsza zaledwie odważyła spodziewać. Widziała się już uwolnioną z okropnego ciężaru. Od męki, którą nałożyła sobie sama. Ale trzeba było jeszcze przezwyciężyć wielkie niebezpieczeństwo. Las Valdas przyrzekł jej, oddać jej listy wieczorem. Jak miała się odważyć pójść po nie? Ale swobodniej i płynniej mówiła już teraz do Glorji. (Ciąg dalszy nast.)