Wpisz w wyszukiwarkę nazwę poznańskiej ulicy, a my pokażemy Ci jej historię.

Adres: czarnieckiego 32

Dopasowany fragment

frmie „PATIŚ , Warszawa, ul. Czarnieckiego 32 , Firmy amerykańskie płacą za rękopis dziesięć części świata, lecząc się lstownie To znów zależy od samego kandydata, choziaż

Transkrypcja

niejszych firm, redukcje pracowników, a ostatnio jeszcze pogłoski o rychłym wybuchu wojny... oto zwykłe „menu“, po skonsumowaniu którego nawet samobójstwa się odechciewa, ze względu na znaczne koszty pogrzebu. To też wyrazy najwyższego uznania należą się firmie „PATIS“, (Warszawa, ul. Czarnieckiego 32), która w tych ciężkich czasach ma do rozdania tysiące świetnych posad. Tchnące amerykańskim optymizmem prospekty firmy „PATIS“ powinny być ryte na marmurowych płytach i wystawiane w publicznych miejscach i domach, aby jak najszersze rzesze zainteresowanych mogły skorzystać z tak niebywałej okazji. Jak należy postępować, by otrzymać wspaniałe stanowisko za pośrednictwem firmy „PATIS“? Przedewszystkiem trzeba sobie obrać zawód. Naprzykład inżyniera! Wykłady, studja, egzaminy, praktyka, itp. ... to przesąd. Firma „PATIS“ załatwia to wszystko w drodze korespondencyjnej po przysłaniu jej marnych dwóch złociszów. Pozatem: „...dostarcza przyborów do nauki i pracy, wydaje dyplomy, nawet nagrody... i zwraca pieniądze uczniom niepojętnym. Niema ryzyka!!!“ Oczywiście, że niema. Skoro tylko otrzymam dyplom inżyniera i ewentualnie także jakąś nagrodę pieniężną, lub choćby w naturze, napiszę do firmy „PATIS“, że jestem tępym, niepojętnym uczniem i proszę o zwrot moich dwóch złotych. Nie znaczy to jednak, by firma „PATIS“ fabry- cza zwierząt!!! Kto wie, czy nie zacznę wypychać. Bo skoro „PATIS“ twierdzi, że to jest lepszy fach, niż zawód inżyniera... Hm, namyślę się jeszcze. O scenarzystach jest również mowa na innem miejscu, gdzie znajdujemy takie ponętne propozycje: „Firmy amerykańskie płacą za rękopis dziesięć tysięcy dolarów. Jeśli umiesz napisać list, potrafisz i scenarjusz“. Nic dziwnego, że firma „PATIS“, która za „jedne“ dwa złocisze wydaje patenty wypychaczy zwierząt itp., wytapiaczy złota (nie mówiąc już o gorszych fachach, jak np. inżynierów), żąda od scenarzystów wyższej opłaty, w kwocie 50 zł. Jeśli ktoś może tak lekko zarobić 10.000 dol., to niech płaci za pośrednictwo, jak się patrzy. Cóż to jest 50 zł. Doprawdy zadaleko sięga altruistyczna bezinteresowność firmy „PATIS“. Tu pozwolę sobie wtrącić swoje 3 grosze (oczywiście nie w bilonie, ale te przysłowiowe). Byłem ostatnio na filmie „Noce marokańskie“. Czy autor scenarjusza otrzymał także 10.000 dol., tego nie wiem, ale najwidoczniej umiał pisać listy, skoro potrafił również taki scenarjusz popełnić. Poza tem zdaje się nie ulegać wątpliwości, że autorzy scenarjuszów wszystkich polskich filmów, w których występuje wojsko i policja, byli również uczniami f-my „PATIS“. To czuć odrazu! Ale nie odbiegajmy od tematu. Kandydat już sobie wybrał zawód, zdobył potrzebne kwalifikacje (oczywiście tylko w drodze korespondencji) i otrzy- skromną opłatą. W prospekcie dodatkowym, oznaczonym kabalistyczną szyfrą „w 35 A 1“ stoi wyraźnie, jak byk: „Wydoskonalić się w języku obcym możesz w sposób przyjemny, a nawet połączony z zarobkiem, korespondując z osobami płci obojga ze wszystkich części świata, lecząc się listownie (wzmocnienie wzroku, pamięci, pozbycie się nałogów, i t. p.) lub trenując (n. p. boks) u sław zagranicznych“. Sądzę, że nikt się nie zdziwi, iż w tem miejscu przerwałem pisanie tego feljetonu, a kropnąłem od ręki dwa listy expres-polecone. Pierwszy do mego krawca w Warszawie, drugi do Schmellinga. Oto ich treść: „Szanowny Panie! Jeżeli przyśle mi Pan odwrotnie 100 złotych, to rozpocznę natychmiast kurację mej pamięci w firmie „PATIS“ i kto wie, czy sobie po tem nie przypomnę, że jestem Panu winien od roku 45 zł. za popielate spodnie“. „Sehr geehrter Herr Schmelling! Proponuję Panu match bokserski, 20 rund, rękawice 5-cio kilowe. O tysiąc dolców. Zgoda? Milczenie jest potwierdzeniem, a więc Pan wyzwanie przyjął. Dla uniknięcia nieporozumień zaznaczam, że walczę tylko według regulaminu f-my „PATIS“ t. j. systemem korespondencyjnym. Zaczynam!!! Po zręcznym uniku za plecy sędziego, robię wypad, trafiam Pana w ślepą kiszkę, a sierpowy cios mej lewicy lokuję na Pańskiej prawej nerce. Wystarczy? No sądzę, że ma Pan dosyć. Wysławszy te dwa arcypilne listy, powracam do prospektów firmy „PATIS“. Nasz kandydat, wyekwipowany w dyplom, wyleczył się już z wszelkich przypadłości fizjologicznych, przyswoił sobie obce języki i może objąć świetną posadę. Gdzie? To znów zależy od samego kandydata, chociaż „PATIS“ (w prospekcie „w. o. 3. B. 1“) poleca przedewszystkiem Indje, Afrykę angielską, Australję, Patagonję, Antarktydę itp. okolice, nieco dalej położone. Firmie „PATIS“ zależy niewątpliwie na tem, by primo wzmocnić element polski w tych krajach, a secundo mieć zapewnioną dostawę egzotycznych znaczków pocztowych przy ewent. reklamacjach. Oczywiście reklamacjach pisemnych, bo osobistych fma „PATIS“ dziwnie nie lubi i pragnie się usilnie przed niemi zabezpieczyć, kończąc każdy prospekt temi słowami „Załatwiamy tylko listownie! Przekonaliśmy się, że kto woli przyjść, zamiast napisać kartkę, ten nie umie się wysłowić, w załatwieniu ustnem będąc powodem nieporozumień i przeszkodą w pracy. Nie przychodź więc, a napisz!“. Jak ja ich rozumiem! Przyszedł zapewne taki uczeń z dyplomem, lub scenarzysta, albo zgoła wypychacz zwierząt, przyszedł osobiście z reklamacją i „nie umiał się wysłowić“. Bez słowa zaczął odrazu walić obydwóch dyrektorów fmy „PATIS“, zdemolował im fizjognomje i lokal, „będąc powodem nieporozumień“, a także „przeszkodą w pracy“ tak niewątpliwie rentownej. Nic dziwnego, że „PA-