Wpisz w wyszukiwarkę nazwę poznańskiej ulicy, a my pokażemy Ci jej historię.

Adres: warszawska 12

Dopasowany fragment

Mikołajczaka *ptzy ul. Warszawskiej 12, która rozpruli „rakiem”*. Łupem ich padło” zł i 0 fr. szwajcarskich w złocie, zwajdujących się w kasie.

Transkrypcja

Jak dzielny policjant aresztował niebezpiecznych opryszków? Nasz korespondent gnieźnieński (B. L.) donosi: Jak donosiliśmy już wczoraj, policja gnieźnieńska w rekordowym wprost czasie, bo w niespełna 7 godzin rozbiła i zlikwidowała niebezpieczną szajkę włamywaczy-kasiarzy, przybyłych na gościnne występy do Gniezna i w okolicę. Rzecz rozpoczęła się od Wrześni, w której kasiarze zwizytowali jednej nocy aż trzy instytucje i jak się okazuje, wszędzie coś zabrali. W szkole rolniczej również po rozbiciu kasy w biurku, zabrali 170 złotych w gotówce. Gdy policja zajęta była badaniem śladów wypadków we Wrześni, kasiarze błyskawicznie przenieśli się do Gniezna i tu powtórzyli swe wystąpienie z całą fachowością. W nocy z poniedziałku na wtorek dobrali się do kasy drogerii p. Lucjana Mikołajczaka przy ul. Warszawskiej 12, którą rozpruł „rakiem”. Łupem ich padło 200 zł i 10 fr. szwajcarskich w złocie, znajdujących się w kasie. Sposób rozbicia kasy przy zatarciu wszelkich śladów, mogących naprowadzić policję na trop sprawców, utwierdził policję w przekonaniu, iż ma się tu z kasiarzami-fachowcami do czynienia i w dodatku z takimi, którzy z miejscowemi stosunkami są dobrze obznajmieni. Gnieźnieński wydział śledczy równocześnie z badaniem świadków, mogących do śledztwa wnieść coś konkretnego, wszczął lustrację osób, do Gniezna niedawno przybyłych. To ostatnie czyniono w sposób b. dyskretny, bez zwracania się do bezpośrednio zainteresowanych. Dzięki temu natrafiono na ślady przestępców. Pierwsze dane o nich dostarczył stróż nocny z ul. Warszawskiej Walenty Kubiak (zam. przy Zielonym Rynku), który krytycznej nocy zauważył dwuch jegomościów, idących tą ulicą z walizką w ręce. Widział, jak weszli oni w bramę domu, gdzie znajduje się drogeria p. Mikołajczaka, koło godz. 2-giej i jak wychodzili stamtąd o 4 nad ranem. Jegomoście ci skierowali się w stronę ulicy Mickiewicza. Tą więc ulicę wzięto w ogień ścisłych obserwacyj. Wkrótce stwierdzono, że w domu nr. 6 na pokoju umeblowanym na 3-ciem piętrze u państwa Gomolewskich zamieszkuje dwuch mężczyzn, postaciami swemi odpowiadających rysopisom udzielonym przez Kubiaka. Jeden z nich, nazwiskiem Jan Waśniewski, wprowadził się tam jeszcze w grudniu ub. roku, podawszy swój zawód jako kupiec podróżujący. Drugi, który przybył w charakterze gościa Waśniewskiego, zamieszkał tam już od dwuch tygodni. Ten podał się za Józefa Zdebskiego. Zawód tego pana był nieokreślony. Jak poinformował syn pp. Gomolewskich, jegomoście ci byli w posiadaniu walizy, zawierającej jakieś dziwne narzędzia. Zebrawszy wiadomości, prowadzący brygadę śledczą st. post. p. Tarnogrodzki postanowił działać natychmiast i przynajmniej dotrzeć do siedziby domniemanych narazie przestępców. Chciał przekonać się, co zawiera waliza. W tym celu udał się wraz z młodym Gomolewskim na górę i zapukał. Na to pokój zaległa martwa cisza, choć przedtem słychać było czyjeś głosy. Na dalsze pukania nikt nie odpowiadał. P. Tarnogrodzki przypuszczając, że być może, iż w pokoju nikogo niema, polecił p. Gomolewskiemu drzwi otworzyć kluczem zapasowym. Gdy to się stało i Gomolewski drzwi uchylił, od wewnątrz nagle zakotłowało się. Cała trójka, podniósłszy krzyk, rzuciła się ku drzwiom do ucieczki, odpychając wchodzących. Waśniewski, który najwidoczniej przedtem leżał w łóżku i nagle się zerwał, przyodział się tylko w spodnie i tak rzucił się na zastępującego mu drogę funkcjonariusza pierwszy. Za nim parł Zdebski. Posterunkowy Tarnogrodzki, człowiek atletycznej budowy ciała, pochwycił obydwu. Ale ci nie byli bezsilni, mimo że trochę pijani. Waśniewski poczuwszy na swem ramieniu dłoń Tarnogrodzkiego, tak się zwinnie wykręcił, że wyrwał się i nim można mu było przeszkodzić, wybiegł na klatkę schodową, pozostawiając w zaciśniętej dłoni policjanta strzępy swej koszuli. Równocześnie natarli w panicznej ucieczce Zdebski z towarzyszką, lecz tych już przytrzymano. Waśniewski natomiast, zsunąwszy się po poręczy na dół, zbiegł, uciekając przez ulicę na bosaka w spodniach i porwanej koszuli. Za chwilę skręciwszy w jedną z ulic, przepadł, jak kamfora. W kwadrans „mistrz” Zdebski znalazł się ze swą towarzyszką i walizą, zawierającą „corpus delicti” w wydziale śledczym. Zeznał, iż „nic nie wie”, że na imię mu Józef i pochodzi z Krakowa, gdzie zamieszkuje przy ul. Florjańskiej. Lat liczy 36. Tamtego, u którego mieszkał „sobie nie przypomina, co to za jeden”. Towarzyszka znów tłomaczyła się rezolutnie, że do „panów tych” przybyła na ich zaproszenie aby umilić im samotność. W rezultacie, Zdebski po pierwszych przesłuchach powędrował do więzienia. Prawdziwie osamotnionego pocieszyło zapewne jednak sąsiedztwo przybyłego w parę godzin „towarzysza”, zbiegłego z taką brawurą Jana Waśniewskiego. To także było dziełem st. post. Tarnogrodzkiego, który nie mogąc sobie podarować ucieczki tego jegomościa, szukał go niezmordowanie po całym mieście. I trzeba było mieć naprawdę oko dobrego detektywa, by go odnaleźć. Właśnie przechodził ul. Chrobrego wolnym krokiem pewien jegomość porządnie ustrojony od stóp do głów. Ładny kapelusz, nowe buciki Bały, płaszcz popielaty, rękawiczki skórzane. Ktoby tu co złego przypuszczał? Ale wywiadowca ledwie okiem rzucił, już wiedział z kim ma do czynienia. I jak na zawodowego detektywa przystało, rozprawił się bez zbytnich wzruszeń. Niespodzianie zarzucił mu kajdanki i Waśniewski „podróżujący kupiec”, rodzony w Samborze a zamieszkały w Krakowie, b. lokator „Św. Michała” trafił do swego towarzysza. Za godzinkę znalazł się w tej okolicy również i opiekun kasiarza, „tata” Brózda, trudniący się handlem domokrążnym, który nagiego Waśniewskiego przyobuł i przyodział. Jak stwierdzono, domokrążca ten posiada własne auto, którem często rozjeżdża po okolicy. W ostatniej chwili dowiadujemy się, że Waśniewski nazywa się faktycznie Michał Urzęc, pochodzi z Przeworska, liczy lat 33 i jest niebezpiecznym bandytą poszukiwanym przez szereg urzędów śledczych w całym kraju.