Dopasowany fragment
Jan Woźniak, - zamieszkały przy ul Kochanowskiego 5 idące ulicą Fredry poślizgnął sięi upadł łamiąc sobie rękę.
Transkrypcja
Skutki gołoledzi Ostatnie dni pod względem pogody stanowiły niebywały dotychczas kontrast. Wichry, śniegi a nawet burze z błyskawicami, jednym słowem zima jakiej dawno nie było. Po panującej przez cały wczorajszy prawie dzień słońce, pod wieczór nastąpił lekki przymrozek, który zmienił ulice naszego miasta w istne ślizgawki. To też dzień ten, a zwłaszcza wieczór obfitował w wypadki upadnięć. Przechodząca ul. 27 Grudnia pani Kazimiera L. zamieszkała na natarzu poślizgnęła się i upadła kalecząc się dotkliwie i twarz. P. L. zaopiekowało się dwóch przechodzących panów, którzy odwieźli ofiarę gołoledzi do domu. Drugi wypadek zdarzył się również w godzinach wieczornych na torze saneczkowym przy Teatrze Wielkim. Mianowicie pędzące z góry saneczki całą siłą wpadły na przyglądających się na dole widzów, kilku z nich przewracając. Na szczęście cała ta jazda skończyła się mniej tragicznie, bo jeden z saneczkujących doznał tylko lekkiego okaleczenia twarzy. Reszta z saneczkowej imprezy wyszła bez szwanku. Zalecałoby się żeby chodniki przy kamienicach w dniach ślizgawicy posypywać piaskiem. Wtedy uniknie się dużo niepotrzebnych wypadków. P. Jan Woźniak, zamieszkały przy ul. Kochanowskiego 5 idąc ulicą Fredry poślizgnął się i upadł łamiąc sobie rękę. Ofiarę gołoledzi przewiozło Pogotowie 66-66 do szpitala. Porwany miljoner