Wpisz w wyszukiwarkę nazwę poznańskiej ulicy, a my pokażemy Ci jej historię.

Adres: rzepeckiego

Dopasowany fragment

Otrzymaliśmy dstatnio list taki jeszcze w spra- wie ni j al. Hetmańskiej, ul. Rzepeckiego, Nehringa i td., których mieszkańcy od lat nieraz oczekują na bruk i chodniki, tonąc ty w błocie.

Transkrypcja

Autobusy oglądamy – ale nie jeździmy niemi, bo są zadrogie pisze nasz Czytelnik z Rataj Pod adresem naszym ciągle napływają listy od naszych czytelników, mieszkańców różnych dzielnic miasta, ze skargami na trudne nieraz wielce niewygodne i nieprzyjemne warunki w jakich muszą mieszkać. Otrzymaliśmy ostatnio list taki jeszcze w sprawie nieszczęsnej al. Hetmańskiej, ul. Rzepeckiego, Nehringa itd., których mieszkańcy od lat nieraz oczekują na bruk i chodniki, tonąc tymczasem w błocie. O nieprawdopodobnem tem błocie, które po każdym deszczu czyni każde wyjście na ulicę bardzo przykrą koniecznością, pisaliśmy już niejednokrotnie. Obecnie czytelnik nasz zwraca uwagę na jeszcze jeden wypływający z tego, brak tych ulic. Oczywiście mowy być nie może, aby po takiej błotnistej topieli mogły przejechać wielkie i ciężkie śmieciarki, a więc nie może być tutaj i hermetycznie zamykanych koszów do śmieci, jedynych higjenicznych zbiorowisk wszelkich odpadków. Są za to duże skrzynie cementowe, źle zamykane i rozsiewające dokoła przykre wonie, oraz stające się siedliskiem zarazków i chorób. Wypróżniane są bardzo rzadko. Nieraz całe tygodnie i miesiące stoją pełne. Bo zresztą opróżnianie to jest utrudnione przez fatalny dojazd. Stały się więc te śmietniki jeszcze jedną bolączką mieszkańców tej nowej, takiej ładnej na oko, a tak przykrej przy stałym pobycie, dzielnicy. Możeby właściciele domów wysypywali je chociaż wapnem, czy chlorkiem, a może poprostu spalać śmieci w kuchniach, w braku stale kursujących śmieciarek? Na Ratajach również źle Na błoto narzeka zresztą nie tylko Łazarz, czy Górczyn. I Rataje są dzielnicą trochę zapomnianą — czytamy w innym liście. — Ulic jest 14, ale tylko jedna jest wybrukowana. „Chodnik przy głównej ulicy jest tak zniszczony, że w czasie słoty staje się szeregiem jeziorek i bajorek. Że gdzieś, w innej dzielnicy wóz ugrzęźnie — to wydarzenie, ale na Ratajach, przy ul. Wioślarskiej, Katowickiej — jest to na porządku dziennym. Chodnika niema nawet tam, gdzie byłby najpotrzebniejszy, przed szkołą, gdzie obok niego jest błotnisty, cuchnący rów — prawdziwa wylęgarnia komarów. Mieszka w tej dzielnicy około 2000 ludzi w warunkach higienicznych trochę pierwotnych. Łaźnie prywatne są nie wszędzie, a publicznych — choćby natryskowych — niema zupełnie, jak też miejsca kąpielowego na prawym brzegu Warty o charakterze plaży“. I jeszcze jedna niewygoda tej dzielnicy: komunikacja. Autobusy P.K.E. kursują co godzinę, przejazd na Jeżyce wynosi w jedną stronę [...] mieszkańcy Rataj — to przeważnie niezamożni, robotnicy, drobni rzemieślnicy i urzędnicy. „Czy wobec tego można się dziwić, że większość mieszkańców, tylko ogląda autobusy, ale niemi nie jeździ?“ — kończy swój list nasz czytelnik. I czy można się dziwić, że mieszkańcy takich Rataj, czy okolicy al. Hetmańskiej są niezadowoleni?