Wpisz w wyszukiwarkę nazwę poznańskiej ulicy, a my pokażemy Ci jej historię.

Adres: focha 90

Dopasowany fragment

Pań Nauczycielek — aula — Biednyś Kwietnia kima. Mickiewicza, ul. Marsz. Focha 90. Po nab. zebranie i zwiedzanie wystawy pomocy naukowych pa do nauki religii. ń ń Przyłacieł móf Tnośgnty, Kwiecień napisał szta- 1 jkaj F Legófi by: P10.00 —— Sodal.

Transkrypcja

AKADEMJE Jutro — niedziela 12.00 — Akademja śląska Polskiego Zw. Zachodniego — sala kina Metropolis. NABOŻEŃSTWA Jutro — niedziela 9,30 — II. Sodal. Pań Nauczycielek — aula gimn. Mickiewicza, ul. Marsz. Focha 90. Po nab. zebranie i zwiedzanie wystawy pomocy naukowych do nauki religii. 10.00 — Sodal. Pań Zawodu Kupieckiego — nab. ze wspólną Komunją św. Wielkanocną — kaplica św. Józefa. WYCIECZKI Jutro — niedziela 11.00 — Zrzeszenie Opiekunów Kół Miłośników Przyrody zwiedza park dendrologiczny na Sołaczu. Zbiórka przy poczekalni tramwajowej na Sołaczu. WYROK NA SPRAWCÓW WŁAMANIA DO „SPORTOWEJ“ Dziś o godz. 12 zapadł wyrok na sprawców włamania do restauracji Sportowej, o ciekawym tym procesie donosiliśmy już poprzednio. Sąd pod przewodnictwem Dr Woźniaka skazał osk. Jana Sobika, Stanisława Pedę i Leona Pełza na karę więzienia po 1½ roku zaliczając im areszt śledczy. Osk. Peda Marja została skazana na 6 miesięcy więzienia z zawieszeniem na 3 lata. Osk. Karwatkę Romana dla braku dowodów sąd uniewinnił. W uzasadnieniu wyroku co do trzech pierwszych włamywaczy sąd oparł się w dużej mierze na opinji i zidentyfikowaniu odcisków daktyloskopijnych znalezionych po przestępstwie na kieliszkach w Sportowej, z odciskami palców oskarżonych przez Instytut Techniki Śledczej w Warszawie. (i h) Świat na wesoło (Rysunki autora) KWIETNIOWA DOLA Przyjaciel mój Inocenty Kwiecień napisał sztukę sceniczną pt. Przebudzenie wiosny. Człowiek który pisuje naogół nie zasługuje u społeczeństwa na szacunek specjalny, na korzyść jednak Kwietnia powiedzieć należy, iż był to człowiek łagodny, cichy i dobry, nie posiadał nigdy kamienicy, karanym nie był, nie pracował w urzędzie skarbowym. To zaś, że iskrę Bożą w sobie poczuwszy, pióra się imał, w dobroci Boga niezgłębionej znajdzie wybaczenie i nie tak srogo będzie u potomnych sądzonym. — Przyniósł mi rękopis i powiada: — Przejrzyj kochany — czy to wogóle jest strawne. Przeczytałem dzieło i zrobiło mi się smutno. — Czy taka nędza? zapytał Kwiecień, tak cichutko jak wiatr kwietniowy zapytuje gałązek drzew. — Dobre, bardzo dobre, a specjalnie podobał mi się djalog Szarej Żaby z lilją wodną; ale to nie pójdzie. — Czemu? — Bo, widzisz Kwietniu kochany, ludzi to dziś nie interesuje, że Szara Żaba kocha się w młodym pająku i co o tem sądzi lilja wodna. Przebudzeniem swoim nie wzbudzisz zachwytu, bo nie zbudzisz najszlachetniejszych instynktów dzisiejszego człowieka. Kochanie moje najdroższe, żaby i pająki to cudowne stworzenia, nadające kwiaty ze szpinakiem na grzędzie — prześliczne, ale tak dla zaktualizowania sztuki należało kropnąć jakąś wkładkę trucicielską albo obrazek z laboratorjum bomb wybuchowo miażdżących, coś z Apokalipsy i mordów skombinowanych. — A może znajdzie się jaki dyrektor? — Cuda bywają na świecie. Podobno był kiedyś nawet taki, co autorom płacił 100 procent gaży — Idź, szukaj szczęścia. Dwa tygodnie nie oglądałem Kwietnia; aż tu nagle przychodzi — Nie, on coprawda tylko jego kościotrup, ubrany w szaty cudem się na żebrach trzymające, i mówi: — Nie poznajesz mnie? — Kwiecień. — Od trzydziestu lat spotykamy się przecie — owszem, tylko że jesteś jakoś zmizerowany. — Ba! Przebudzenie wiosny djabli wzięli. — Już ci to w marcu przepowiadałem. — Wyśmiano mnie wprost — Dzieło moje spotwarzono. — Biednyś Kwietniu. — Słuchaj. Słuchaj no ty, który podobno teraz dziennikarstwem się porasz. Słuchaj i notuj. Mnie, którego poematy wiosenne nagradzane były w kraju i zagranicą, których uczono dzieci na pamięć, dziś mnie wyśmiano, a były teatry, że i nie dopuszczono na próg. — Co mówili? — Rzeczy straszne. Znalazł się coprawda jeden mecenas sztuki, który się mną zainteresował: A! Kwiecień — powiada — bardzo prosimy. Czekaliśmy na pana długo. Takiego nam właśnie potrzeba. Pokazuję mu moje dzieło, a on skrzywił się i skrzeczy: Nie, nie, to panie drogi — Owszem, romantyzm pański nam się przyda. Właśnie redukujemy u nas urzędników i chcielibyśmy, by pan im coś pocieszającego napisał o zielonej trawce — Zrobiło mi się słabo; ale pytam: A wiosna pana nie interesuje? Zachrząkał i mówi: Wiosna!!? Wobec tych budżetów — Palnąłem mu drzwiami. — To było zwierzę! — Nie — zwierzęta najbardziej się cieszą przebudzeniem wiosny, ale słuchaj dalej. Był dyrektor teatru z kategorji t. zwanych litościwych. Przejrzał sztukę i powiada: narazie wystawiamy Tragedję maturzystki — czyli ślepa hrabina, dramat reportażowy, ale mam dla pana inną pracę, panie Kwiecień — Szwagier mój jest naczelnikiem w izbie skarbowej, może by on coś — Poszedłem do satrapy finansowego, a ten powiada: Chodziło-by nam o poemacik od pana. Widzi pan, panie Kwiecień, ludzie nie bardzo się kwapią do płacenia, więc może by im coś wierszowanego posłać i aluzję o kwiatkach, a toby pomogło. Mamy tu próbkę takiego...