Dopasowany fragment
się dopiero ma roz- / tali Fe pi przyj ul. Targowej 48 na Pradze. Ban- k zgi bezwzelednegp pytania; być albo pozytię stanowia wpływy z taksy gdmtsśei a arek ray kc Rash adkić h -h ra ków prz t stu i ja wie pozycje: jeike. o ywiazuje duża wice pa oznaka ta „kłódki, poczem I na b uczelniach przez Wpiebwe I opłaty roczne do zeznań osob stego sekretarza p, ministra s zaj zj kasetki ogniotrwałej 2 tys. popyt posty —. stanowi najpo I t Ponadto yi wera rządowem brd: Pierackiego Stawickiego. który dj ASA z „ = . ę teka p : pomocy przewidziany iuż zo” wa. > ś ł Zeli a n „j* staliło dobkod: je nkpad Był peze- niózatożn y l mię rozwiar wyżrzych uczelm naj terenie b Rzpitel, który pk nag 4 gle zy Klanęj Boa.
Transkrypcja
Którego dnia będzie zarejestrowany kolejny abonent „Polskiego Radja” Nr. 500.000? Odpowiedzi winny być nadsyłane pod adresem: „Polskie Radjo, Warszawa — Mazowiecka 5”, w kopercie, opatrzonej napisem: „Konkurs z okazji zgłoszenia abonenta Nr. 500.000” i zawierać winny: 1) przewidywany dzień zarejestrowania abonenta Nr. 500.000, 2) własne imię i nazwisko uczestnika konkursu, 3) numer upoważnienia radjowego i datę zarejestrowania odbiornika oraz urząd pocztowy względnie agencję pocztową, które dokonały rejestracji. (h.) Zastrzelenie groźnych bandytów warszawskich Jak donosiliśmy przed dwoma dniami trzech bandytów dokonało napadu rabunkowego na kolekturę loterji państwowej Juljana Langera przy ul. Targowej 48 na Pradze. Bandyci sterroryzowali kasjerkę kantoru, Celinę Ostrogórską, skrępowali ją kajdankami zamykanemi na automatyczne kłódki, poczem zrabowawszy z kasetki ogniotrwałej 2 tys. zł — zbiegli. Jak ustaliło dochodzenie napad był przemyślany i ułożony zgóry. Miał on być dokonany w chwili, kiedy w kasie znajdowała się możliwie największa ilość gotówki. Jednak bezpośrednio przed napadem właściciel kolektury podjął z kasy 20.000 zł, pozostawiając 2 tys. na drobne wypłaty. Wczoraj rano policja otrzymała wiadomość, że wszyscy trzej rabusie ukrywają się w „melinie” złodziejskiej na tyłach cukierni „Mała niespodzianka” przy ul. Żelaznej 95a. Na miejsce wysłano pięciu policjantów, którzy obstawili wejścia i wkroczyli do lokalu cukierni. Na miejscu zastano kilka osób, właściciela cukierni Marjana Kotowskiego oraz jego przyjaciółkę Kazimierę Odolańską. Wszystkich aresztowano. Kilku policjantów, prowadzonych przez właściciela cukierni, weszło na podwórze, skąd — przez kuchnię odnajmowaną przez krawca — weszli do lokalu „meliny”, łączącego się z cukiernią. Drzwi od pokoju otworzył właściciel cukierni. Przy zastawionym przekąskami stole siedziało dwóch opryszków, którzy na widok policji zerwali się z miejsc. Jeden z nich podbiegł do komody, drugi chwycił za leżący na stole rewolwer. W tej chwili ze strony policji padły strzały. Jeden z opryszków został trafiony dwoma kulami w serce, drugi otrzymał kilka ran postrzałowych tułowia i głowy. W czasie szczegółowej rewizji w mieszkaniu znaleziono ukryte w komodzie 6 rewolwerów i 2 tys. naboi. W pokoju znajdowało się 6 łóżek, które służyły za posłanie szukającym schronienia opryszkom. Pozatem znajdowały się tam dwa stoły bilardowe. W skrytce znaleziono tysiąc kilkadziesiąt złotych w bilonie, pochodzących prawdopodobnie z kradzieży w kolekturze Langera. Rannego opryszka, którego nazwiska dotychczas nie zdołano ustalić, przewieziono w stanie ciężkim do szpitala Dz. Jezus, gdzie nie odzyskawszy przytomności po kilku godzinach zmarł. Zwłoki zabitego, którym okazał się brat właściciela lokalu, znany przestępca Jan Kotowski, przewieziono do prosektorjum. Akademickie wakacje świąteczne skończone. W korytarzach szkolnych i hallach uniwersyteckich znów rojno i gwarno, znów odłożone na kilkanaście dni książki i skrypty zyskały prawo obywatelstwa. Mimo że słodkie, poświąteczne rozleniwienie kosztuje niejednego studenta dużo silnej woli — rzeczywistość bądź w postaci zawiłych wykresów politechnicznych, czy też wertowania ksiąg prawniczych nie zezwala na żadne ustępstwa. Zima, która przedewszystkiem młodzieży sprawiła najwięcej zawodu brakiem śniegu, przyniosła z sobą nietylko tę troskę: poza pracą i codziennemi kłopotami, poza odwieczną nieomal historią dziurawych butów i podszytych wiatrem płaszczy, najbardziej aktualną stała się kwestja czesnego, urastająca na wyższych uczelniach do bezwzględnego pytania: być albo nie być. Przeszło półtora miljona państwowych stypendjów akademickich, jakie zostały przyznane i rozdzielone na poszczególnych uczelniach przez ministerstwo oświaty — stanowi najpoważniejszą pozycję w całokształcie niesienia pomocy niezamożnej młodzieży akademickiej, nie rozwiązuje jednak całkowicie zagadnienia. Należy pamiętać, że stypendja akademickie przyznawane są w większości wypadków studentom już zaawansowanym w studjach, którzy pracowitością i postępami dają dostateczną rękojmię pożytecznego zużytkowania udzielonej zapomogi. Słuszne to skądinąd stanowisko władz oświatowych uderza jednak najbardziej dotkliwie w najliczniej zazwyczaj reprezentowaną na uczelniach młodzież z pierwszego roku, która rozpatrując tę kwestję z innej strony, powinna być przedewszystkiem otoczona opieką w momencie rozpoczynania samodzielnego życia. Dlatego też, poza pomocą władz szkolnych i wprowadzonemi ostatnio ułatwieniami, które zezwalają na opłacanie czesnego w trzech ratach, nieodzowna jest jeszcze ponadto w akcji opieki nad młodzieżą ścisła współpraca czynnika społecznego. Rozpoczynający się na terenie Rzplitej okres t. zw. „tygodni akademika” powinien przynieść nietylko mniejsze lub większe ofiary na rzecz młodzieży akademickiej, ale, co najważniejsze, dobrą wolę współdziałania szerszych sfer, odrobinę serdecznego zainteresowania losem tych, którzy niejednokrotnie w nieprawdopodobnie ciężkich warunkach muszą torować sobie drogę do przyszłości, jakże często studjując po dwa lata na jednym roku z powodu konieczności zarobkowania nietylko na siebie, ale i na rodzinę. Szereg próśb, jakie zostały złożone ostatnio przez delegację młodzieży akademickiej na ręce ministra oświaty, o zniżkę czesnego, jest wymownem świadectwem ciężkiej sytuacji akademików, z drugiej strony jednak, realizacja wysuwanych przez młodzież postulatów natrafia, mimo najszczerszej woli władz oświatowych, które rozważają wszelkie możliwości ew. zniżki opłat, na poważne trudności budżetowe. W preliminowanym przez rząd na rok 1936/37 budżecie po stronie dochodów najważniejszą pozycję stanowią wpływy z taksy administracyjnej, wynoszące 16.200.000 zł, oraz funduszu opłat akademickich — 9.100.000 zł, przyczem na fundusz opłat studenckich składają się dwie pozycje: wpisowe i opłaty roczne. Ponadto w przedłożeniu rządowem budżetu przewidziany już został wpływ z poszczególnych wyższych uczelni na terenie Rzplitej, który wyraża się ogólną sumą 8.340.000 zł, przyczem największy wpływ przewidziany jest z Uniwersytetu Józefa Piłsudskiego w Warszawie (9.550 studentów) — 1.855.000 zł, a najmniejszy z Akademji Sztuk Pięknych w Krakowie (180 studentów) — 28.000 zł. Ewentualna obniżka opłat w roku bieżącym wymagałaby zatem wynalezienie nowych źródeł pokrycia powstałego stąd niedoboru budżetowego, co przy obecnej ogólnej kompresji wydatków — jest rzeczą niewątpliwie trudną. Należy przytem pamiętać, że wyłącznie w państwowych uczelniach akademickich grupuje się w roku bieżącym 38.150 studentów. Jeśli się uwzględni, że liczba ta zdwaja się przy zsumowaniu z ilością słuchaczy uczelni niepaństwowych — należy stwierdzić, że wszelkie nawoływania do ofiarności na rzecz młodzieży akademickiej są nawoływaniami w słusznej sprawie, słuszna bowiem jest rzeczą, ażeby cały naród w jednakowym stopniu troszczył się o młode pokolenie, na barkach którego ma złożyć w przyszłości odpowiedzialność za losy Rzeczypospolitej. (rk) Przemówienie obrońcy Hankiewicza w procesie O. U. N. Warszawa, 9. I. — Po czterodniowej przerwie, spowodowanej świętami grecko-katolickiemi sąd okręgowy wznowił wczoraj rano rozprawę w sprawie o zabójstwo ś. p. min. Pierackiego. Mowa adwokata Hankiewicza Zabrał głos obrońca adw. Hankiewicz, który na wstępie zaznaczył, że obrona nie występuje z obroną organizacji O. U. N. i jej światopoglądów, lecz jedynie z obroną ludzi, którzy weszli w kolizję z prawem. Adw. Hankiewicz zajmuje się przedewszystkiem osobą Maciejki, i stara się udowodnić, że nie był on tym, który dokonał zamachu na ś. p. min. Pierackiego. Zdaniem obrońcy Maciejko był jednostką zbyt niepozorną, by mógł on być wymieniony do roli zamachowca. Tembardziej, że nazwiska jego nie znał nawet prowidnyk organizacji Bandera, i fizycznie nie mógłby sprostać trudom związanym z zamachem... Co do zeznań Malucy obrońca przypuszcza, że Maciejko, mający wielkie skłonności do fantazjowania, zamieszany już w zamachu na Kossobudzkiego i Baczyńskiego, niepokojony często przez policję, bojąc się wykrycia jego udziału w tych zamachach i aresztowania, zbiegł, a nie mając na utrzymanie, przyznał się Malucy do zabójstwa min. Pierackiego, aby uzyskać finansową pomoc O. U. N. i pomoc w ucieczce. Przechodząc do obrony osk. Pidhajnego, obrońca uważa, że jest on niewinny, starając się obalić wszystkie rzeczowe dowody jego winy, że Pidhajny w czasie śledztwa mówił bardzo dużo, jednak opowiadał tylko o sprawach, które należą do kompetencji sądu spornym jest pobyt Łebeda w Warszawie, jako Swarczewskiego od 15 maja do 15 czerwca 1934 r. Przyjazd ten obrońca motywuje uczuciem miłości Łebeda do swej narzeczonej Hnatkiwskiej. W sprawie rozbieżnych zeznań, złożonych przez Łebeda i Hnatkiwską w sprawie tego, co robili w dniu 15 czerwca, adw. Hankiewicz oświadcza, że Łebed zeznał nieprawdę, co tłumaczy jego chęcią ratowania ukochanej przez siebie kobiety. Obrońca oświadcza następnie, iż prawdę zeznała Hnatkiwska. Po zabójstwie min. Pierackiego zniknęło z Warszawy 5 ludzi: Łebed, Hnatkiwska, Maciejko, Fedyna i Mosdorf. Miejsce pobytu Maciejki nie jest znane. O miejscu pobytu Mosdorfa obrońca dowiedział się dopiero na rozprawie. Zdaniem obrońcy zeznania poszczególnych świadków mogą obciążać nietylko Maciejkę. Obrońca przywiązuje dużą wagę do zeznań osobistego sekretarza b. ministra Pierackiego Stawickiego, który oświadczył, że Mosdorf, gdy dowiedział się przez telefon, że pan minister nie może go przyjąć, powiedział: „to będzie zapóźno”. Obrońca zastrzega się, iż nie chce przez to rzucić podejrzeń i robić z Mosdorfa mordercy, dodaje jednak, że był uprawniony do wysunięcia tej sprawy podczas przewodu sądowego. Łebed, który, według słów prokuratora, postawiony był pod sąd przez Konowalca, jako ten, który b. nędznie przygotował i był winien nieudania się zamachu na pocztę w Gródku Jagiellońskim, nie mógł kierować zamachem na min. Pierackiego. Po przerwie obr. Hankiewicz przeszedł do scharakteryzowania osk. Hnatkiwskiej. Jeszcze na ławie gimnazjalnej, zakochała się w chłopcu, który musiał opuścić kraj. Nagle przeżywanej tęsknoty zrodzić się mogło w Hnatkiwskiej zwątpienie co do miłości jej narzeczonego i dlatego wysłała do niego list, wzywając go do przyjazdu. Omawiając pobyt Łebeda i Hnatkiwskiej w Warszawie, zaznacza, iż zerwali oni wówczas zupełnie kontakt ze światem zewnętrznym. Przechodząc do osk. Raka, obrońca stwierdza, że na podstawie zeznań osk. Zaryckiej i Święcickiej Rak nie mógł pomagać Maciejce do ucieczki z Polski. Ojciec Raka jest sędzią sądu okręgowego we Lwowie, a matka znaną filantropką. Ostatnie słowa Myhala Następnie przewodniczący udziela głosu oskarżonym Malucy i Myhalowi, którzy nie mają obrońców. Maluca zrzeka się głosu, natomiast osk. Myhal wygłosił dłuższe przemówienie. Oskarżony zaznacza, że wiedział, że zamach warszawski był dziełem O. U. N. Pogrzeb dyr. Babija, a w szczególności przemówienie biskupa Buczki zrobiło na oskarżonych bardzo silne wrażenie. Zabójstwo dyr. Babija to był samobójczy strzał w pierś O. U. N. To zabójstwo jest przełomowym momentem w światopoglądzie oskarżonego i od 12 sierpnia do chwili aresztowania chciał nawet przeciwdziałać O. U. N. Po oświadczeniu osk. Myhala, przewodn. zarządził przerwę.