Wpisz w wyszukiwarkę nazwę poznańskiej ulicy, a my pokażemy Ci jej historię.

Adres: żytnia

Dopasowany fragment

R. odbęd: na Sławku, R czu 1 iskim*. dlą ewangelicko-refo! ul. Żytnia róg Miynar- Sam „Robotnik* uważa za ć aj skiej o zodz. 12-ei w południe uroczystość poświę- że za podanie tel pogłoski nie bierze żadnej odpo- e J cenia nagrobka. wiedzialności.

Transkrypcja

Jak i czem ożywić przyniszczoną cerę. Z objawów zniszczonej cery, opalanej bez kremu sportowego „Ultirasol”, wymienić głównie należy: opiechłość twarzy naskórek, zanik soczystości i linijki zbliżone do zmarszczek. W wypadkach nabytych podczas opalania chorób skóry, winno się wcześnie zwrócić do swego lekarza. Nabyte zaś usterki wyrównuje się następującemi zabiegami. Przed każdem myciem twarzy gorącą wodą, tudzież naparzeniem nad parą powlec ją na 15 minut ożywczym kremem „Oxa”. Tłustą cerę powlec przed myciem gorącą wodą — mleczkiem Lityna, a naparzać bez jakiegokolwiek natłuszczania. Prawidłowa i sucha skóra wymagają mycia otrąbkami migdałowemi dra Lustra, tłusta zaś — proszkiem marmurowym „Miraculum”. ODDZIAŁY SZTURMOWE W ANGLJI. Stojąca pod kierownikiem byłego członka partji pracy sir Oswalda Mosleya nowa partja tworzy obecnie oddziały szturmowe na wzór milicji faszystowskich, których celem będzie głównie zwalczanie komunizmu. Tekst układu anglo-indyjskie zawartego w Ottawie. Londyn (PAT). Ogłoszono dotychczas jeden tylko układ z pośród 12, zawartych w Ottawie i podpisanych w dniu 20 b. m., mianowicie układ Wielkiej Brytanji z Indjami. Ogłoszono go zaś dlatego, że nie może on spowodować wzrostu przywozu do Anglji przed wprowadzeniem układu tego w życie. Indje przyznały Anglji następujące cła preferencyjne: od samochodów 7½%, od różnych wyrobów gotowych i produktów spożywczych 10%, od tkanin bawełnianych i jedwabnych również 10%. Anglja natomiast wpuszczać będzie bez cła te wszystkie towary z Indji, które obciążone są cłem 10% ad valorem. Pozatem z ceł preferencyjnych korzystać będą indyjskie: bawełniane, dywany, herbata, surowce oleiste, różne rudy i wiele artykułów spożywczych. Rząd angielski obiecał ponadto współdziałać w tym kierunku aby Lancashire zużywał więcej bawełny indyjskiej. Na widowni KU CZCI Ś. P. M. MOŚCICKIEJ. Z Wilna donosi (PAT): W środę wieczór w auli kolumnowej uniwersytetu Stefana Batorego odbyła się żałobna akademja, zorganizowana przez obywatelski komitet uczczenia pamięci małżonki p. Prezydenta R. P. ś. p. Michaliny Mościckiej. Na podjum umieszczono wśród kwiatów i zieleni portret zmarłej, dookoła którego ustawiły się poczty sztandarowe federacji P. Z. O. O. Po odczytaniu depesz byli przedstawiciele władz cywilnych i wojskowych, duchowieństwo, posłowie i senatorowie oraz liczna publiczność. Akademję zagaił przewodniczący komitetu sen. Abramowicz. Po odczytaniu depeszy kondolencyjnej, którą wysłano do p. Prezydenta R. P. pani Rostkowska, prezeska Związku Pracy Obywatelskiej Kobiet wygłosiła wspomnienie pośmiertne. Na zakończenie uroczystości artysta dramatyczny Wypyławski wygłosił wiersz Kasprowicza „Święty Boże”, zaś orkiestra odegrała marsza żałobnego Szopena. W PIERWSZĄ ROCZNICĘ ZGONU Ś. P. HOŁÓWKI. Z inicjatywy komitetu uczczenia pamięci ś. p. Tadeusza Hołówki, dn. 29 sierpnia, jako w pierwszą rocznicę śmierci nieodżałowanego polityka i publicysty, prezesa B. B. W. R., odbędzie się na cmentarzu ewangelicko-reformowanym (ul. Żytnia róg Młynarskiej) o godz. 12-ej w południe uroczystość poświęcenia nagrobka. W imieniu komitetu przemówi minister wyznań religijnych i oświecenia publicznego p. Janusz Jędrzejewicz. KOMITET STUDJÓW AGRARNYCH. Z Warszawy donosi (PAT): W ciągu popołudnia w środę obradowały połączone komisje finansowa i handlowa stałego komitetu studjów ekonomicznych państw środkowej Europy i Europy wschodniej pod przewodnictwem dyr. dep. ekonomicznego Min. Rolnictwa i Reform Rolnych dr. Rosego. Przedmiotem obrad była ogólna dyskusja nad referatami, przedstawionymi przez rzeczoznawców polskich dr. Jerzego Nowaka i dr. Łychowskiego z zakresu zagadnień finansowych i handlowo-politycznych. Rezultatem dyskusji było ustalenie wytycznych dla obrad komisji, które rozpoczną swe prace w d. 25 b. m. w godzinach porannych. NARADY PARTYJNE. Z Warszawy telefonuje (Z.): W najbliższych dniach zapowiedziano posiedzenia władz kilku stronnictw. W Warszawie zbiera się Komitet Centralny P. P. S., w Poznaniu Rada Naczelna Ch. D., we Lwowie Klub Ukraiński. IGNORANCCY PLOTKARZE. Dzisiejszy „Robotnik” podaje: „Za kilka miesięcy upływa czas urzędowania p. Ignacego Mościckiego, jako Prezydenta Rzpl. Podobno w kołach sanacyjnych ujawnia się nazwiska ewentualnych kandydatów na to stanowisko naczelne w Polsce. Jak nas zapewniają, mowa jest o panach: Prystorze, Sławku, Raczkiewiczu i Świtalskim”. Sam „Robotnik” uważa za stosowne zaznaczyć, że za podanie tej pogłoski nie bierze żadnej odpowiedzialności. Trzeba dodać, że kadencja 7-letnia Pana Prezydenta upływa dopiero w czerwcu 1933 roku, a zatem „Robotnik” wykazuje grubą nieznajomość polskich norm konstytucyjnych. Zawodnicy mają szanse następujące: 1. Żwirko (Polak) 245 punktów 2. Karpiński (Polak) 238 " 3. Poss (Niemiec) 231 " 4. Fretz (Szwajcar) 231 " 5. Hirth (Niemiec) 230 " 6. Morzik (Niemiec) 224 " 7. Cuno (Niemiec) 224 " 8. Bajan (Polak) 223 " 9. Stern (Niemiec) 221 " 10. Lusser (Niemiec) 219 " 11. Osterkamp (Niemiec) 219 " 12. Pasewald (Niemiec) 219 " 13. Seidemann (Niemiec) 214 " 14. Detre (Francuz) 208 " 15. Duryon (Francuz) 201 " 16. Gledgowd (Polak) 198 " 17. Kieps (Czech) 196 " 18. Delmotte (Francuz) 192 " (Dalszy ciąg na str. 9-tej.) „Latająca rodzina” przebyła pierwszy etap. Nowy Jork (Tel. wł.) Z Quebec donoszą, że latająca rodzina „Hutchinson”, która chce przebyć Atlantyk, wylądowała jak było przewidziane na wyspie Anticosti u ujścia rzeki St. Lorenz. (Hm.) Ilustracja nasza przedstawia pułkownika Hutchinsona z rodziną. 18 letni Polak - emigrant chce lecieć naokoło świata. Nowy Jork (PAT). Prasa donosi, że ośmnastoletni Polak Edmund Serafin, którego rodzina mieszka w Jersey City planuje lot naokoło świata na samolocie własnej budowy. Celem tego lotu ma być wykazanie możliwości praktycznych jednopłatowca o lekkiej konstrukcji. Serafin który od kilku lat pracuje w lotnictwie, zamierza podróż swą odbyć w kierunku zachodnim przez Japonję, Chiny, Indje, Włochy, Polskę i Anglję do Nowego Jorku. Raid dokoła Europy. Żwirko i Karpiński prowadzą Niebezpieczna konkurencja Niemców Paryż. (PAT.) Prócz Niemca Seidemanna, który, jak już donosiliśmy, przybył do portu lotniczego w Orly jeszcze we wtorek o godz. 19.50, inni zawodnicy nadlatywali w środę w następującej kolejności: Massenbach o godz. 7,45, Marienfeld 9,28, Lusser 9,47, Morzik 10,01, Poss 10,06, Kalla 10,10, Fretz 10,11, Kieps 10,23, Hirth 10,30. Jako 10-ty przyleciał Bajan o godz. 13,15. Według dalszych informacji Bajan przybył o godz. 16 do Orly, Żwirko 17,59, Karpiński 18,41. Karpiński przybył z pewnem opóźnieniem, ponieważ zabrakło mu benzyny, którą musiał nabierać w drodze. Żwirko jest pierwszy w klasyfikacji ogólnej, Karpiński drugi. Paryż. (PAT.) Z Lyonu wystartowali w środę o godz. 8,52 Żwirko i Karpiński, o godz. 7,45 Bajan, Kpt. Orliński, który wystartował z Lyonu o godz. 6,24, powrócił na lotnisko o godz. 7,15. Odleciawszy ponownie o godz. 8,53, powrócił znów o godz. 9,24 do portu lotniczego w Lyonie. Kpt. Orliński odesłał następnie wprost do Orly, oznajmiając, iż wycofuje się z zawodów. Warunki atmosferyczne, zwłaszcza na trasie Lyon—St. Gallen były dziś bardzo niepomyślne. O godz. 11,25 przybył do St. Gallen Bajan, który o godz. 12 odleciał do Sztutgartu. Paryż. (Tel. wł.) Gros lotników przybył już do Paryża i brak jeszcze tylko 6 pilotów, którzy musieli lecieć drogą okrężną, ponieważ przeszkodziła im burza. Istnieje nadzieja, że zdążą jednak na czas jeszcze przybyć. W grupie tej znajduje się porucznik Żwirko, który w dotychczasowej punktacji stoi na pierwszem miejscu. Zwłoka spowodowana burzą i związana z tem strata czasu może go pozbawić prowadzenia. (K.) Paryż (Tel. wł.) Po odpadnięciu Włochów i Niemca Cramona na czoło zawodników wysunęli się Polacy. Według podania była tu kiedyś karczma, w której jakaś miejscowa Lya de Putti zatańczyła się na śmierć. Dziś chyba jeden wicher tańczy w tem pustkowiu w czas burz i śnieżyc zimowych. Droga była pusta, przez cały czas nie spotkałem ani żywej duszy. I tak, minąwszy wsi parę, wjechaliśmy do Dobrej. Wieś duża, jak się później dowiedziałem, licząca pięćset dusz, ciągnąca się długim łańcuchem domów o białych ścianach z czerwonych dachach, ledwo wysterczających z osłaniającej je doliny. Na samym dnie dolinki naprzód oczywiście stawek, bodaj czy nie wierzbami tu i owdzie ocieniony, potem wieża i białe mury kościoła a tuż obok parterowa plebanja. U wjazdu do wsi spotkałem kilkanaście bryk, co świadczyło, że orszak weselny do wsi już zjechał. Istotnie, zajechawszy przed kościół, ujrzałem przez otwarte jego drzwi płomyki świec na ołtarzu i ludzi w głównej nawie, dolatywała też urywana muzyka organów i coś w rodzaju śpiewu „organistego”. Obrzęd ślubny już się zaczął. Czemprędzej pośpieszyłem do kościoła. Świątynia jest niewielka, jasna, o ścianach pomalowanych na biało, bezpretensjonalna i przez to bardzo miła. Skromna. Przed ołtarzem stał w głównej nawie orszak weselny: Po prawej stronie kobiety i dziewczęta, po lewej mężczyźni, przeważnie młodzi, w środku przed ołtarzem para młoda. Więc: Panna młoda jest panienką drobną, ubraną w jedwabny, czarny, bardzo wcięty w pasie staniczek z futrzanym kołnierzem i z rękawami futerkiem obszytemi. Na głowie ma czepek panieński, przepiękny ze stosy i podobny do korony, biały, bardzo nakrochmalony i rurkowany, z czerwonemi wstążeczkami, takąż na szyi krezę, ładnie podkreślającą jej drobną twarzyczkę o delikatnych rysach, wcale jeszcze dziewczęcą, a teraz pobożnie i poważnie skupioną. Czarna, jedwabna spódniczka, długa, suta, układa się szeroko, jak robron. Z pod spódniczki widać nóżki drobne w lakierowanych pantofelkach z wysokiemi obcasami. Przy niej pan młody w długiej prawie do kostek, czarnej sukmanie otwartej, z wysokim, stojącym kołnierzem i z fioletową krawatką, wyglądającą z pod kamizelki. Na nogach wysokie buty z cholewami, błyszczącemi jak lustra. Chłopak młody, wysoki, smukły, zgrabny i po polsku ładny. Wysokie, czyste, młodzieńcze czoło, gładkie, jakby chłopięce jeszcze skronie, duże, ciemne, poważne, z długiemi rzęsami i długiemi łukami brwi, twarz podłużna, owalna, o rysach starannie modelowanych i rzeźbionych, twarz wyrazista, rasowa, nie kluska ani buchtowatość. Za nim młodzi drużbowie, przyjaciele i krewni pana młodego, przeważnie do niego podobni, taksamo ubrani, taksamo rośli i smukli; na znak swej zgodności, w rękach mają srebrnemi blaszkami obijane ciupagi, z przewieszonemi przez nie kolorowemi chusteczkami, Ozdobne charapy, to pamiątka z czasów, kiedy drużbowie odprowadzali orszak do kościoła i z kościoła wierchem; dziś niema już tego w użyciu. Za panną młodą stoją drużki — dziewczęta podobnie jak i ona ubrane, tylko nie w staniku tak wciętym i bez futrzanego obramowania, ale zresztą z takiemi samemi czepeczkami na głowach, tak samo w czarnych, jedwabnych sukienkach i z jedwabnemi, różnokolorowemi fartuszkami. Można się im dokładnie przyjrzeć, bo stojącym zwyczajem, składając ofiarę na kościół, okrążają ołtarz. Prawie wszystkie mają na nogach czarne trzewiczki skórkowe lub pantofelki, często lakierki. Niektóre przywdziały dla szyku buciki z lakierowanemi sztyletowemi cholewkami, co jest szkaradne i psuje styl. Za dziewczętami widać kobiety zamężne w infułastych, na tył głowy założonych czepcach, chustami w tureckim rodzaju przykrytych, w ciężkich, czarnych kaftanach jedwabnych i w takichże spódnicach, na których dopiero pysznią się splendory wspaniale barwnych, jedwabnych fartuchów fioletowych, turkusowych, modrych, szmaragdowych i amarantowych. Te silnie barwne plamy przepysznie grają właśnie na tle sukien bogatych kształtem i kosztownym materjałem, ale barwą poważnych, a nawet poniekąd surowych. Wszystko to razem nie jest bynajmniej ani jarmarczne, ani ordynarnie krzykliwe, przeciwnie, w stroju tym widać prawdziwie wytworność, dystynkcję, śmiały, lecz harmonijny dobór kolorów. Tu czuje się rasę. Widok był piękny, w ciszy i miękkiej światłości jakby zalawowanego, rozrzewnionego poranku stali tu przed ołtarzem ci ludzie w strojach praojców. Miało się wrażenie, że się zostało cofniętym o jakie sto lat wstecz. Albo też, że te sto lat i wszystko, co przyniosły, niema żadnego znaczenia, że to nie jest istotne. Że aby zrozumieć, trzebaby dokładnie, całą duszą wmyśleć się w te stroje i to, co one znaczą, czego są wyrazem. Że to jest może właściwy wykładnik istoty rasy, podczas gdy wszystko inne to czcza piana, echo, które wiatr skądś przyniósł, ale echa pierzchliwe, płochliwe i bez większego, głębszego sensu, nie mogące zmienić tego, co cichobiegnie w duszach swych na świat przynieśli, po ojcach. Po bardzo długim szeregu ojców, dziadów, pradziadów. I że ta ich prawda wewnętrzna jest wieczna i żywa, nie te echa, nie gwizd lokomotyw, porykiwanie klaksonów i głuche dudnienie syren fabrycznych. Dawno już nie widziałem ślubu, branego w takiem skupieniu ducha i z takiem namaszczeniem, z taką powagą i zrozumieniem doniosłości chwili. Widziało się, że ci młodzi biorą z sobą ślub naprawdę na całe życie i że wiedzą i myślą o tem. Przejęcie się ich obrzędem było wzruszające i, powiedziałbym, imponujące. I to było też coś, co dziś rzadko się widzi. W kościele była prawdziwie uroczysta atmosfera. Zdawało się, jak gdyby nad tym orszakiem ślubnym unosiło się jakieś szczególne światło, nie raczej światłość świętej glorji, „Błogosławieni czystego serca”. Nauka mówi, że lud zwykle naśladował stroje szlachty i sfer zamożniejszych w pięćdziesiąt lat po modzie. Odnosi się to oczywiście tylko do strojów stylowych. Ponieważ ostatnim strojem stylowym, dawnym, pełnym stylem był styl „rococo”, w całej Europie środkowej i zachodniej stroje ludowe są strojami rokokowemi. Odnosi się to też do strojów biskupiańskich, a zwłaszcza do ubrania głowy u kobiet, nadających całemu strojowi specjalny charakter. Wspomniałem, iż strój wpływa na ruchy. Ale on wpływa także na samopoczucie. Chłop, który w niedzielę nosi strój miejski, niczem się nie różni od robotnika fabrycznego, do którego się raczej upodabnia. W ten sposób psychologja jego staje się psychologją proletarjacką, psychologją nie rolnika, właściciela odwzajemnionej ziemi, lecz robotnika rolnego, gdy chłop w swym chłopskim stroju ma wyraźne i silne poczucie przynależności stanowej i nie czuje się proletarjuszem, lecz chłopem. A to różnica zasadnicza. W stroju stylowym jest dusza. Po ślubie rozmawiałem z księdzem proboszczem Ludwiczakiem o zwyczajach i charakterze biskupian, przyczem wciąż miałem przed oczami barwną ich grupę, wsiadającą do bryczek, odjeżdżających za pierwszą bryczką z muzyką, składającą się z dudy i skrzypiec. Ładny to był obraz. — A czy ksiądz proboszcz wie, — zapytałem naraz trochę niebacznie — ile kiecek ma na sobie taka biskupianka? Ks. proboszcz spojrzał na mnie z pewnem oburzeniem i odpowiedział trochę szorstko: — Skądże ja mogę wiedzieć? — No, bo tak: — mówiłem zawstydzony — Naprzód jedwabny fartuch, zielony czy fioletowy, potem jedwabna spódnica na jedwabnej, również fioletowej podszewce, potem spódnica płócienna, biała, bardzo nakrochmalona, sztywna, obszyta koronkami u dołu, potem jeszcze idzie spódnica czerwona, zdaje mi się, wełniana, ciepła, ale co potem, to już nie wiem. — A skądże pan to wszystko wie? — zapytał, marszcząc surowo brwi, ksiądz proboszcz. — Ja? Dopiero teraz zrozumiałem cały komizm tej rozmowy. Więc roześmiałem się i odpowiedziałem: — Widziałem przecie, jak kobiety na bryczki wsiadały. Nic w tem niema złego. A opowiadano mi, że one noszą po pięć spódnic! — Dziennikarz! — mruknął ksiądz proboszcz — jakby z naganą — Wszystko musi wiedzieć! Wiadomo, te stroje przeminą. Już sam fakt, że się je zaczyna wystawiać w różnych „wawelach” na widok publiczny zwiastuje ich niechybny koniec, nadchodzącą chwilę pożegnania. Chłopi sami nie rozumieją już godności tych strojów, wolą się stroić po miejsku i według najświeższej mody. Ale to wróci, już to gdzieindziej widziałem. Gdy chłop dojdzie do pieniędzy i do należytego zrozumienia godności swego stanu, gdy będzie tak kulturalny, że nie będzie potrzebował naśladować kultury „pańskiej”, gdy zrozumie, co jest naprawdę piękne, gdy mu będzie dobrze, wtedy przypomni sobie swoje dawne stroje i wznowi je. Malarze biegać wtedy będą po bibljotekach i muzeach geograficznych, odrysowując i przerysowując, zacznie się rewidować pamiętniki rodzinne, wnikać w sens i odgadywać znaczenie każdego, choćby najmniejszego szczegółu, i wtedy najbogatsi właśnie znowu posprawiają te stare stroje i będą je nosili z miłością i słuszną dumą. Powtarzam — już to gdzieindziej widziałem.