Wpisz w wyszukiwarkę nazwę poznańskiej ulicy, a my pokażemy Ci jej historię.

Przypisany tag: odliczanie do wojny

Transkrypcja

Powszechne zdenerwowanie w Berlinie „Dziennik Poznański” przynosi w ostatnim swym numerze następujący wywiad: Wsiadałem właśnie do tramwaju, aby nadać się do pracy. Z przyzwyczajenia rzucam okiem po współpasażerach. Wszyscy ci sami. Więc się nie spóźniłem. Nagle oko moje spoczywa na jakiejś obcej twarzy. Czy obcej? Nie, to przecież znajomy i to dobry, ale skąd on się na Boga wziął w Poznaniu, przecież od dwóch lat przebywał stale w Berlinie. Uciekł może? Kiwam mu więc na powitanie wesoło i przysiadam się do niego zadając właśnie to pytanie: — Uciekł pan z Berlina? — Jakby pan zgadł. Uciekłem, coprawda formalnie i prawnie, ostatnim pociągiem. Wczoraj w niedzielę przybył ostatni pociąg międzynarodowy z Berlina. Wyrażam zdziwienie, chociaż wiem że są pewne ograniczenia w ruchach pociągów pasażerskich w Niemczech. — Nic podobnego. Brzesza zamknęła granicę z dniem wczorajszym całkowicie. Wyjechałem, jak gdyby z oblężonego już nie miasta, ale państwa. Pytam o nastroje w Niemczech. — Popłoch, a zarazem i gotowość do walki. Mój rozmówca rozprowadza to lapidarne zdanie. A więc popłoch wywołują ogłaszane publicznie wiadomości że Polacy są tak nienawistnie nastrojeni do Niemców, że będą mordować wszystkich: żołnierzy i cywilów, kobiety i dzieci. Berlin wygląda dziś jak jedna forteca: każdą ulicą niemal przeciągają oddziały w bojowym uzbrojeniu, kierując się ku dworcom, które przewożą je na wschód. Nie wesołe mają miny żołnierze, gdy patrzeć muszą na rozpaczające żony, matki, narzeczone. Nie rzadko ujrzeć można wstrząsający obraz: auta ciężarowe, a nawet całe pociągi zatrzymywane są przez gromady rozhisteryzowanych ze strachu kobiet wołających: nie chcemy wysyłać naszych synów i mężów na front. Wojna to głód i nędza! Wtedy do dzieła przystępują gestapowcy. Kobiety zostają rozpędzone. Żołnierze jadą dalej z sercem pełnem goryczy i rozpaczy. Nastrój zdenerwowania wywołuje również ustawienie na wszystkich większych gmachach armat przeciwlotniczych i reflektorów. Będą one może nie zadługo wypatrywać na niebie samolotów bojowych angielskich, francuskich czy polskich. — A życie! — Coraz trudniej o wyżywienie. Dziś w sklepach można jeszcze dostać tylko rację żywnościową. Przed wyjazdem usiłowałem kupić zapasów żywności; nic z tego, pudełko sardynek, kawałek kiełbasy i trochę chleba. Więcej nie sprzedawali. Brak w sklepach płótna i bielizny. Musiałem kupić sobie wyjątkową koszulę: dostałem kolorową a nie białą i o dwa numery za dużą. Poza tym rozplakatowano zarządzenie, zabraniające sprzedawanie piwa i wódki na przeciąg 15 dni. To wszystko sprawia, że Berlin pustoszeje. Cudzoziemcy już dawno go opuścili, obecnie uciekają z niego i ci, którzy mogą sobie pozwolić. — I dokąd uciekają? — Na zachód. Dla Niemców siedzenie pod samą linią Zygfryda jest mniej groźnie, ich zdaniem, niż w pobliżu granicy polskiej. Francuzi czy Anglicy będą łagodniejsi niż Polacy — wołają — i zapełniają w niesłychanej ilości pociągi, których liczba zresztą została mocno zmniejszona. Naturalnie, że w takich warunkach nie ma mowy o wygodnym siedzeniu w jakiejkolwiek klasie. W przedziale na sześć osób jedzie po piętnaście, korytarze zawalone ludźmi i tobolami, nawet dyskretne ubikacje służą za miejsce dla pasażerów. Na dworcach ludzie niejednokrotnie wyczekują po kilkanaście godzin na odejścia pociągu, bilety wykupuje się na kilka dni przed terminem wyjazdu. — No dobrze, ale przecież to my oczekujemy agresji ze strony Niemiec? — Oczywiście, ale lud niemiecki sądzi odwrotnie. Nic więc dziwnego, że większość dyszy ogromną nienawiścią, podszycaną przez płatnych agentów, Gestapo itp. Urzędnicy kolejowi wobec Polaków zachowują się nadzwyczaj arogancko, a biletów do Polski w ogóle nie chcieli sprzedawać. — Jakież wrażenie na polskiej granicy? — Nerwowe odprężenie, łzy w oczach na widok polskiego orła, zdjęcie kapelusza i radosny szept: niech żyje Polska! — Rozumiem to dobrze, niech pan jeszcze powie, czy granica niemiecka obstawiona? — Ależ tak, bardzo dużo wojska stoi w pobliżu granicy. Przeważnie oddziały zmotoryzowane i artyleria. Pograniczne dworce po stronie niemieckiej pełne są wojska. W ogóle nastrój wojenny w całej Rzeszy. Nasz tramwaj dowozi mnie do redakcji, rzucam na pożegnanie pytanie: — Co pan będzie teraz robić? — Co, idę kopać rowy! W. Z. Wprowadzenie kartek na żywność wywołało panikę w Berlinie BERLIN, 28. VIII. — Opinia szerokich mas ludności niemieckiej znajduje się w stanie silnej depresji. Po wielkich nadziejach rozbudzonych zawarciem paktu z Sowietami, przyszły alarmujące wiadomości o ograniczeniach ruchu kolejowego, samolotowego i samochodowego (z powodu braku benzyny) rekwizycje samochodów, autobusów i koni, masowa branka rezerwistów a wreszcie jako najsilniejszy cios: wprowadzenie systemu kartkowego na wszystkie prawie przedmioty codziennego użytku. (z wyjątkiem chleba i mąki). Już w niedzielę popołudniu zaczęto roznosić po domach odpowiednie kartki. Celem uspokojenia ludności, radio niemieckie ogłaszało co godzinę, przerywając koncerty, pocieszające tłumaczenie celu tego zarządzenia, co jednak przygnębiającego nastroju nie usunęło. Również z niewiarą odniosła się publiczność do komunikatów radiowych, podających cyfry zapasów żywnościowych z mocno przesadzonym optymizmem, zwłaszcza, że równolegle z tymi ograniczeniami wydano surowe polecenia restauracjom i gospodom w całej Rzeszy, nakazujące ograniczenie dań, tak zimnych, jak i gorących oraz zmniejszenie wydawanych porcji. Porcje te są tak małe, że publiczność wychodzi z restauracji głodna i rozdrażniona. Zarządzenia te świadczą o bardzo poważnych trudnościach aprowizacyjnych, które ujawniły się w całej pełni już obecnie. Społeczeństwo niemieckie widzi przed sobą grozę sytuacji. Podobne objawy obserwuje się w kołach politycznych. Rozmowy z politycznymi kołami niemieckimi, bądź z dziennikarzami odzwierciadlają niezwykły chaos pojęć. Dezercja żołnierzy niemieckich trwa TORUŃ, 28. VIII. — Wypadki dezercji z szeregów armii niemieckiej nie ustają. Niemal codziennie przekraczają żołnierze niemieccy granicę Polski i proszą nasze władze graniczne o pozwolenie pozostania w Polsce. Ostatnio zbiegli do Polski: Karl Gomoll, żołnierz pułku lotniczego z Doebernitz oraz szeregowiec z 27 p. p. Alfons Suchy. Jako powód ucieczki podają obaj żołnierze niechęć do pozostania w służbie Rzeszy