Wpisz w wyszukiwarkę nazwę poznańskiej ulicy, a my pokażemy Ci jej historię.

Przypisany tag: zwyczaje wielkanocne

Transkrypcja

Na kanwie dnia Dyngus pana Kalasantego — Ja tam panie tego — mówił przy stoliku kawiarnianym Jan Kalasanty — nie dziwię się, że naród w niemoralność popada, beduińskie życie prowadzi i w ogóle w kryzysową etykę wierzy... Panie Kochany, bieda jest i religijna tradycya luksusem się staje. Naród w kryzysie wiarę traci i świętych tradycyi już nie szanuje. — Ech! — chyba tak źle nie jest panie Kalasanty? — Klnę się na wszystko, że jest jeszcze gorzej niż to Redaktorowi opowiedzieć umiem. Panie tego, — oszustwo jest a nie tradycja z ojców przekazana... Weźmy taki dyngus... Kawalerem byłem, — pamiętam — straszna uroczystość i podniosłe święto dyngusowe się obchodziło. Panie tego, taki religijny kawaler to kamaszów nie kupił, wódkę bez zagrychy popijał a forsę na dyngusowe perfumy zbierał. Panna Aurelcia najpiękniejsze koronki do szlafroczka przyszyła i czekała rano na moje dyngusowe odwiedziny odwiedziny. Kawalerem eleganckim byłem. Perfumy wytworne na brzeg rękawka wylewałem i rozkochane oczy topiłem w jej przepaścistych oczach. A co to za uciecha potem była! Całe kopy jaj w żołądkach ginęły kiełbasy podgryzane i kornuszem z malinowym sokiem popijane. To była tradycja panie! A teraz co? Przyjdzie taki petak — butelkę od saliterskiej wody skórkami pomarańczowemi wypełnioną przyniesie i frechownia pannie w oczy chlusta „magistracką skórkami pomarańczowemi zakupioną”! Upadek moralności jest! — Cokolwiek pan przesadza... — Stary obywatel jestem i tradycję szanuję — prawdę mówię. Albo te ucinanie dzisiaj... Plasterek jajka taki elegant przegryzie i głodny jak wilk dziękuje za dalsze potrawy Boże — bo to nie wypada się objadać, powiada. Nie ma już tradycji, niema dobrych obyczajów — westchnął pan Kalasanty i popadł w zadumę. (Lis.)