Transkrypcja
Od szeregu dni urzęduje w Domu Rzemieślniczym komisja poborowa, która bada mężczyzn urodzonych w roku 1914. Nazwano ich po prostu „czternastolatkami“. Codziennie rano odbywają się badania „czternastolatniaków“. Powodowani ciekawością „złożyliśmy“ im wizytę. — No i cóż — pytamy się — cieszy się pan, że wezmą pana do wojska? — Pewnie że się cieszę. Będę przynajmniej żołnierzem, a nie patałachem cywilnym czy oferma. A zresztą czy w dzisiejszych czasach nie dobrze służyć w wojsku? Nie ma trosk. Wikt i „opierunek“ bezpłatnie. A służba? Przecież nikt jeszcze od tego nie umarł. Zresztą jest to nasz obowiązek wobec Ojczyzny. A nuż będziemy potrzebni... — Zbyt czarno patrzy się pan na przyszłość — odpowiadamy. — Co tam czarno, w każdym razie „strzeżonego Pan Bóg strzeże“. Ma chłop rację. Przechadzając się po korytarzu widzimy siedzącego pod ścianą sympatycznego blondyna. — A pan dlaczego się smuci? — Dlaczego? Chciałbym być żołnierzem a tu... i pokazuje nam ułomną nogę.