Transkrypcja
Poznań-polski Wersal Zachodu Poznań to kochane miasto Poczciwe, pobożne, posłuszne, pracowite, strasznie kochane i brudne. Do tego stopnia brudne, zabłocone i zachlapane, że kto chce, czy nie chce, musi je pokochać. Właśnie za ową poczciwość, pobożność, pracowitość i anielską cierpliwość obywateli płacących lojalnie i punktualnie (z zachowaniem przynależnego szacunku) wszelkie podatki na raty, lecz żywą gotówką wzgl. przekazami na PKO: państwowe, komunalne, krzyżowe, socjalne, luksusowe i inne. Od czasu wprowadzenia motoryzacji, czyszczenia miasta luksusowymi samochodami, oczyszczanie jezdni i chodników ręcznie, stało się przedhistorycznym anachronizmem godzącym w wielkomocarstwowy rozwój Poznania. Bo jakże? Kto to widział, aby w dzisiejszych czasach, kiedy tylu bezrobotnych wypoczywa po ciężkiej pracy, żądać o nich albo zmuszać ich (za opłatą, z potrąceniem ustawowych składek na: 1) podatek od dochodów nieprzewidzianych; fundusz ubezpieczeniowy dyrektorów Ubezpieczeń Społecznych na wypadek bezrobocia, takowych (3) innych) do sprzątania śniegu na ulicach — ręcznie. Co innego Warszawa. Warszawa — to stolica, panie tego — reprezentacja. A poza tym śnieg dla Warszawy to nie nowina. A u nas w Poznaniu? Wystarczy zaledwie na aktualne zdjęcia w prasie tubylczej: „Poznań w śniegu”. Rarytas poznański po prostu, a nie śnieg. Popada jeden dzień, ewentualnie dwa. Poleży sobie dzień jeden, ewentualnie trzy i zamieni się „w międzyczasie” w zwyczajne i pospolite — błoto. Po prostu szkoda gadać. Ot — takie zwyczajne szaroczekoladowe, lepkie i brudne — jak żydowskie interesy — błoto, które każdy poczciwy, pobożny, pracowity, posłuszny i niesłychanie cierpliwy poznański obywatel znosi na spodniach, na plecach, na nosie i na kołnierzu. Znosi je cierpliwie, do domu poczeka cierpliwie, aż podeschnie i czyści szczotką. Zwyczajnie i po prostu. Zwykła szczotka ręcznie. Na tak zwanych peryferiach, ludziska topią się w błocie umazani po same pachy, względnie powyżej. Jest to kwestia wzrostu i zapatrywań — politycznych. Specjalna opinia cieszy się ulica Janickiego i inne moczary okoliczne, wobec których błota piaskowe są rajem. Tam można przejechać „teren” przynajmniej łódką — tutaj należałoby wykombinować coś w rodzaju nart typu poślizgowo-błotnego, z ochraniaczami bocznymi z obu stron. Specjalna uciechą dla tubylców. Zamieszkujący ulicy Dąbrowskiego, jest — jak zauważyłem