Transkrypcja
Opowieść o awanturniczych przygodach trzech muszkieterów 3) Artagnan wyruszył więc w swą drogę — po przygody, szczęście i bogactwo. Jechał przez piękny kraj, zachwycał się niewidzianemi miastami, bogatemi winnicami, pięknemi, dumnemi zamkami. Rozpoczął swą drogę w sprzyjających warunkach i wszystko byłoby, gdyby nie... koń. Młody nasz bohater niesłychanie dumny był ze swego rumaka, ale w drodze prędko spostrzegł, że jego stary, żółty konik budził śmiech i politowanie. Ci jednak co się śmiali — prędko poważnieli, gdy spojrzeli na ogromne szablisko młodego rycerza i na jego dumne, zuchwałe oczy. Cało więc i bez przygód przybył d'Artagnan do Meung. Zatrzymał się przed gospodą i ledwo zsiadł z konia — spojrzenie jego padło na stojącego w otwartem oknie wysokiego i wyniosłego, w bogate szaty ubranego szlachcica, który rozmawiał z dwoma towarzyszami. Gdy spojrzeli na nieszczęsnego konia d'Artagnana, parsknęli wszyscy śmiechem. A przecież leciutki tylko ironiczny uśmieszek doprowadzał d'Artagnana do pasji... Zatrząsł się teraz z oburzenia i wbił groźne oczy w nieznanego szlachcica.