Wpisz w wyszukiwarkę nazwę poznańskiej ulicy, a my pokażemy Ci jej historię.

Adres: fredry

Dopasowany fragment

Pan Prezydent jechał w towarzystwie p. woje- wody Maruszewskiego i swego adjutanta w mundurze strzelców podhalańskich, z tak do- brze wszystkim znanym uśmiechem dzięko- wał ukłonem za kwiaty i okrzyki i w coraz dalej zrywających się okrzykach. przejechał do ul. Fredry, obok Teatru Wielkiego i skrę- cił w stronę auli.

Transkrypcja

Poniżej znajduje się rozpoznany tekst zgodnie z podanymi instrukcjami: czności, przez który kolorowy sznur przeszedł do auli. Za delegatami włodzieży ukazał się równie wspaniały orszak profesorów uniwersytetu w togach i biretach. Przy dźwiękach hymnu narodowego wyszedł Pan Prezydent z zamku i wsiadł do oczekującego go, ukwieconego powozu, zaprzężonego w cztery piękne skarogniade konie p. Bnińskiego z Samostrzela. Przed nim i za nim ruszył szwadron czerwonych ułanów z barwnymi proporczykami. Z tłumów zerwały się okrzyki: „niech żyje!“ Najgłośniej oczywiście wiwatowały dzieci, ci najmłodsi, najszczersi entuzjaści. Pod kopyta koni, na powóz, na kolana Pana Prezydenta posypały się rzucane przez dzieci kwiaty. Pan Prezydent jechał w towarzystwie p. wojewody Maruszewskiego i swego adjutanta w mundurze strzelców podhalańskich, z tak dobrze wszystkim znanym uśmiechem dziękował ukłonem za kwiaty i okrzyki i w coraz dalej zrywających się okrzykach przejechał do ul. Fredry, obok Teatru Wielkiego i skręcił w stronę auli. Na wysiadającego z powozu posypał się deszcz cały kwiatów. Wreszcie siwa głowa Prezydenta ukazała się jeszcze raz na stopniach wejścia do Collegium Minus i zniknęła w jego wnętrzu. Uroczystości na Uniwersytecie Aulę zaproszeni goście i młodzież akademicka Na ilustracji wid od prawej na pie glądał wystawę. zainteresowan- towarzyszących formacje i ob- Prezydenta zk siłkom policji. jak najbliżej na niego patr kaliśmy! — oczy. — Mło miętając tych my o polski ujmował wsz wym zaintere