Dopasowany fragment
E tak 1 RK Ja Piękno przyrody, a elawiu 10 dni trwająes te krajowe zawod: Toru kia Ogrodów ialkowych, PPrzydomo- się ma pl. Waszyngtona Srupoya występy, dzie nego 0 mogą korzysi w ciągu U 1 jąes pią: J Yy e al, alk d. > , szybowi OO ry Osiedii i Bodoa Drobnego In- ci RCako joy gie 4 tąpi zwiedzanie lymczaser o pażyadcni, się jeszcze W ogólnej punktacji za przelot: ty pierwsze want kdzzą tórą to nroczystość Stowarzyszenie ródków ka szczegółów żytoczne, cy „Stelli, chodzić będzie w dn. 29 bm. odbyło sią w ub.
Transkrypcja
Zakończenie zawodów szybowcowych w Inowrocławiu W niedzielę zakończone zostały w Inowrocławiu 10 dni trwające piąte krajowe zawody szybowcowe. W ogólnej punktacji za przeloty pierwsze miejsce zajął Góra Tadeusz (LOPP Czerwony Kamień) 493 pkt. 2) Żabski (Aeroklub Lwowski) 472 pkt., 3) Urban (LOPP Miłosna) 463 pkt., 4) Dziurzyński Adam (Aeroklub Lwowski) 419 pkt., 5) Ofierski (LOPP Goleszów) 408 pkt., 6) Gaworski (Aeroklub Lwowski) 358 pkt., 7) Błażejewski (Aeroklub Lwowski) 334 pkt., 8) Kozioł Andrzej (LOPP Goleszów) 296 pkt. Pierwsze miejsce za największą wysokość na podstawie klasyfikacji końcowej zdobył kpt. Makowski (Aeroklub Pomorski), 2) Wacnik Stanisław (LOPP Czerwony Kamień), 3) Kasprzyk, 4) Weigl, 5) Ofierski. Największą ilość kilometrów przeleciał Góra 1138 km, na drugim miejscu znalazł się Urban 1121 km, na trzecim Żabski 1102 km. W ramach zawodów odbyły się bardzo efektowne akrobacje na samolocie oraz skoki za aparadochronami z samolotu komunikacyjnego „Fokker”. Zainteresowanie ze strony publiczności olbrzymie. Przed piękną uroczystością 10-lecia Zw. Tow. Ogrodów Działkowych Z okazji zbliżającego się 10-lecia Związku Tow. Ogrodów Działkowych. Przypomnijmy, że ogrody działkowe w Inowrocławiu oraz Hodowli Drobnego Inwentarza, która to uroczystość Stowarzyszenie będzie w dn. 29 b.m. odbyło się w ub. godz. 17 w Dyrekcji Ogrodów Miejscowej poświęcone organizacyjne, poświęconemu sprawom związanym z pracami przyczynnymi dziesięciolecia Związku. Starszemu zebraniu przewodniczył prezes p. dyr. Marciniec. Podczas posiedzenia również projektodawcy programu uroczystości, które przedstawiają się następująco: Po wysłuchanej mszy św. w kościele odbędzie się o godz. 10.30 jubileuszowe zebranie Związku Tow. Ogrodów Działkowych w ratuszu, na którym p. dyr. Marciniec wygłosi referat sprawozdawczy z działalności Stowarzyszenia. Podczas zebrania zostaną odznaczeni wybitni działkowcy. O godz. 12-tej rozpocznie się pochód jubileuszowy działkowców z paradą, którą odbiorą przedstawiciele pod Pomnikiem Wdzięczności. O godz. 13-tej na ulicy W. S. H. odbędzie się okolicznościowa akademia, na której referat wygłosi prof. Wodziczko. Po poświęconym obiedzie o godz. 15 odbędzie się na pl. Waszyngtona grupowe wysłuchanie życzeń działkowców, po czym nastąpi poświęcenie ogródków działkowych i osiedli. Należy zaznaczyć, że Związek rozszerza swoją działalność od dn. 8. VIII. 1927. W chwili obecnej posiada już 8 okręgów i to w: Poznaniu, Krakowie, Lwowie, Katowicach, Łucku, Wilnie i Toruniu. Dalsze okręgi, zwłaszcza w Łodzi i Kielcach są w trakcie organizowania. Do Związku należy 387 stowarzyszeń liczących z górą 50 tys. członków. Bardzo usilnie odnosi się do Związku Ministerstwa Opieki Społecznej oraz Fundusz Pracy, który finansuje specjalne ogródki działkowe dla bezrobotnych. Z ramienia Funduszu Pracy nad rozwojem ogródków, osiedli działkowych dla bezrobotnych czuwa 18 instruktorów, podporządkowanych głównemu instruktorowi z siedzibą w Warszawie. Zaznaczyć trzeba specjalnie, że zapewnić sobie nieprzerwanie funkcje prezesa Związku Ogrodów Działkowych pełni p. dyr. Marciniec, sekretarza generalnego zaś p. asesor Lubawy. (h) Śmierć „falangisty” Nowela „...Gdybym nie wiedział z całą pewnością, że śnię – przeżywać to wszystko w rzeczywistości, musiałoby być okropnym. Ależ ja śpię jeszcze, naturalnie. Leżę w mojej celi, w tym małym, brudnym i ciemnym lochu, do którego słońce nigdy nie ma dostępu przez małe, wiecznie zamknięte i zakratowane okienko pod samym sufitem. W powietrzu przepojonym wilgocią, unosi się zapach stęchlizny. Tak, leżę więc uśpiony i marzę, podczas gdy, może zbiedzone ciało rzuca się niespokojnie po twardym tapczanie. Że też dusza nie może trafić z powrotem ze swej tułaczki po krainie snów i marzeń do ziemskiej powłoki. Wyraźnie odczuwam niemożliwość i zgrozę tej sytuacji — i męczę się, aby się obudzić. Wydaje mi się prawie, że to wszystko jest prawdą. Że powłóczystymi krokami idę o brzasku dnia przez podwórze więzienne, pilnowany i eskortowany przez dziesięciu milicjantów, jak gdybym był conajmniej ministrem komunistycznego rządu w Walencji albo jakimś innym dygnitarzem „czerwonych”. Bawi mnie ceremonialność, z jaką się wszyscy do mnie zwracają. Gdyby mnie tylko przy każdym poruszeniu nogi tak nie bolały — doznaję strasznych boleści, gdy stawiam je na twardy, nierówny bruk z kocich łebków. Kolana pode mną tak drżą, że prawie upadam, jakgdyby nie były z kości i mięśni, ale z galarety. A zjadłem przecież wczoraj dobrą kolację, jakiej od wielu wielu miesięcy nie spożywałem. Podano mi pieczeń baraninę, rybę i biały chleb z masłem, ba, nawet wino i papierosy zostały mi dostarczone. Odniosłem wrażenie takie, jak gdyby wojna domowa już się skończyła i znowu nastały w mojej ojczyźnie dobre dawne i złote czasy. Bez szemrania zniosłem niedostatek, głód i niewygody w ciągu długich lat wojny. Śmierć mnie nie przeraża, jeśli idzie o mnie samego, ale drżę o los swoich najbliższych, którym nie potrafię pomóc, i o losy mojego kraju, który wydaje mi się zagubiony na wieki. Jakżesz to ciężko jest umierać, kiedy się nie ma nadziei na życie lepsze, sprawiedliwsze i radośniejsze! – tak, jestem wolny!... Żołnierze zamożnością nawrócą i pozwolą mi odejść. Że nie mam pieniędzy — ofiarowałbym im kilkadziesiąt pesetów. Ale ja mam — nawet zegarka mi nie pozostawiono — polubiłem go. Och! jednak nie odchodzę! Położyli mnie dziś przed bramą, którą zdążyłem się opuścić. Czekają oni chyba ode mnie! Czemu czasu wzięcia mnie do niewoli ponowoli pozyskałem prawdziwych przyjaciół? Lecz teraz przeniesiono mnie z powrotem na górę do mojego więzienia. Dlaczego? Czyżby znowu zmiana rozkazu? Czyżby... Ach! to miłe! A może to nie byli przyjaciele, lecz wrogowie? Nigdy nie zapomnę swego dowódcy, tego obrzydliwego Enrique de Valterio, który nakrzyczał na mnie za to, że nie spełniłem rozkazu. Mówił o zdradzie głównej, o sądzeniu mnie jako hiszpańskiego zdrajcy. Mówił, że powinienem zapłacić za to życiem! Czyżby ten człowiek był polubił mnie, a teraz jestem zwolniony? Boże! jakiegoż to błędu dopuściłem? Byłem żołnierzem, który tylko wykonywał rozkazy, lecz w sercu zawsze byłem Polakiem! Prokurator miał wczoraj brzydki dzień, bo słońce mu nie świeciło. Zatem nie okazywał mi współczucia. Ale miał uśmiech, który mu służył za maskę. Uśmiech w istocie szydził ze mnie. Ale ja wiedziałem, że on tylko wykonywał rozkazy. Czyżbyż nie mogłem pracować nad jego duszę? Nie miał krzywdy u nas i wiedział, że my też mamy rację. Wielka krzywda mnie spotkała. Czyżby ten uśmiech miał być oznaką wybaczenia? Widzę także sędziego — to przecież on wydawał wyroki śmierci. Wyglądał mądrze i fanatycznie. Czegoś mu było żal. Lecz podczas jego rozprawy, gdy przemawiał, gdy wymyślał mi, gdy groził, ja wierzyłem w jego szczerość. Czyżby teraz chciał, żeby mi przebaczył? Gdybym teraz znowu się z nim spotkał! Uderzyłbym go w twarz! Zemdlałem. Nic nie czułem, kiedy mnie wyniesiono ze sali rozpraw. Słońce właśnie wschodzi. Och, jak tu pięknie! Gdzieś z boku w gaju oliwnym ptaki świergoczą wesoło. Jaka cudowna jesteś. Ojczyzno! Karabiny milicjantów błyszczą w słońcu. W oddali połyskują w purpurowo-kowanych promieniach wieże i dachy Escurialu. Lekki wietrzyk poranku chłodzi rozpalone moje czoło. Lecz — mój Boże, to już nie sen! Przebudziłem się!! Przywiązano mnie do słupa i żołnierze — kaci podnoszą karabiny i teraz — zaraz, celują do mnie! — Matko! Matko!... Poznań, w sierpniu 1937 r Alfred Zakoński