Dopasowany fragment
.* Skromnie ubrany jegomość średnich lat przeszedł spacerowym krokiem przez plac Wolności i skierował kroki ku gmachowi, który był rezydencją towarzystwa „Willa własna”, Jegomość miał na sobie kratkowa- ne palto, podszyte wiatrem i popielaty ka- polusz z opadającą kresą.
Transkrypcja
Dalsze dochodzenia, choć jeszcze nie doprowadziły do ujęcia członków ani herszta „Pijcie tylko piwo..." Skromnie ubrany jegomość średnich lat przeszedł spacerowym krokiem przez plac Wolności i skierował kroki ku gmachowi, który był rezydencją towarzystwa „Willa własna". Jegomość miał na sobie kratkowane palto, podszyte wiatrem i popielaty kapelusz z opadającą kresą. Wyglądał na drobnego kupca, albo starszego nauczyciela, który korzysta z wolnej chwili, ażeby przejść się po mieście, rozprostować kości i przyjrzeć się tłumom, płynącym obu chodnikami. Jegomość wmieszał się w tłum, wypłynął z niego na końcu placu, koło wielkiego kłombu, a potem przeszedł szybkim krokiem na ukos przez plac i zatrzymał się przed wielkim budynkiem. Obok wspaniałych drzwi, kutych w żelazie, wisiała gustowna mosiężna tablica: „Willa własna. Towarzystwo z o. p." Kratkowany jegomość „jakby się zawahał: wejść, czy nie. Potem cofnął się jeszcze raz. Zaszedł aż na jezdnię, ażeby dokładnie zobaczyć wszystkie okna budynku. Świeciło się tylko na czwartym piętrze, gdzie mieściły się mieszkania urzędników. Trzy piętra biur ciemne były i puste. Jegomość podszedł znowu do drzwi, jakby zdecydował się wejść. Ale w tej samej chwili wyszedł przed kute drzwi portier w liberii; widocznie zauważył obserwatora. posiadają do swej dyspozycji urządzone już to w prostych pomieszczeniach, już też w odludnych — O nie, ja tylko tak! Kratkowany jąkał się, jak przyłapano na gorącym. Konfitury ze słoika... Po co w biurze? Portier obruszył się. — Pan dyrektor nigdy nie siedzi w biurze. — A to dziwne, więc kratkowany. Bo w tym pierwszym piętrze zapuszczone. Ale żaluzje są nieszczelne. Przez nie przechodzi światło. Może wobec złodziei? Portier stracił całą rezerwę, starał się nadrobić tę minę. — Może... no tak, ma wyjątkowo jest u siebie... Czy pan się chce zobaczyć? — Tak... Gdyby to Jegomość, który przed wejściem do gmachu patrzył w jego okna. Jego uwagę zajęły buty portiera. Jako ktoś, śledzący całą scenę, mógł zauważyć, że z pod oka lewej wygląda się wspaniałej postaci. — A kogo mam zamelodować? tamten troszkę grzeczniej. Jegomość w kratkowanym płaszczu, podniósł klapy. Powiedział cichym głosem: — Jestem z policji.