Wpisz w wyszukiwarkę nazwę poznańskiej ulicy, a my pokażemy Ci jej historię.

Adres: działyńskich

Dopasowany fragment

, Dzięki - temu za murami więzienia znalezli. się Mieczysław Czaczyński z zawodu drogerzy* Sta, cukiernik Gwidon Busza ul. Działyńskich tr, 6 , Kochanowska S*efanją Wały. Zyzmun- ła Aug. 4 , karana swego czasu: za handel kokainą, mąż jej Czasłay Kochanowski z za- wodu. tokarz, Kazimierz Maciejewski Marsz.

Transkrypcja

„Handlarze” kokainy w więzieniu — Jak to nabywca zdemaskował oszu słów, powodując ich aresz Jak już donosiliśmy, policja śledcza przytrzymała w środę w godzinach wieczornych w jednym z tutejszych lokali przy ul. Św. Marcina sprzedawców fałszowanej kokainy usiłujących spieniężyć za drogę pieniądze bezwartościową czyszczoną wodę. Aresztowanie oszustów nastąpiło w chwili gdy zamierzali oni sprzedać bezwartościową wodę kupcowi, który jednak poprzednio doniósł policji o mającej nastąpić oszukańczej transakcji. Dzięki temu za murami więzienia znaleźli się Mieczysław Czaczyński z zawodu drogerysta, cukiernik Gwidoń Busza (ul. Działyńskich nr. 6), Kochanowska Stefanja (Wały Zygmunta Aug. 4), karana swego czasu za handel kokainą, mąż jej Czesław Kochanowski z zawodu lokaj, Kazimierz Macielewski (Marsz. Focha 65 m. 9) oraz książkowy Wiktor Dziennik. Głównym sprawcą i aranżerem tej oszukańczej transakcji okazał się Gwidoń Busza vel Burza, który postarał się o stosowne słoiki ze szkła obrazowego i odpowiednie etykiety naśladujące nalepki pewnej zagranicznej fabryki chemicznej wyrabiającej prawdziwą kokainę. Słoiki te napełniał czyszczoną wodą. Tak przygotowany towar starał się Busza sprzedać narkomanom. które nie zważając na grożące im konsekwencje karne, weszły w kontakt z oszukańczą spółką. Czujne organa bezpieczeństwa zdołały jednak wykryć całą tę aferę. Słoiki z rzekomą kokainą stanowić będą teraz oryginalny dowód rzeczowy przeciwko torom, którzy teraz za murami „domu” mają dużo czasu do nawiedzać „kokosową”, a raczej transakcją. Skazanie 21 uczestników zajść w 11 oskarżonych uwolniono od winy i kary Bydgoszcz. W ub. wtorek w Sądzie Okręgowym rozpoczął się sensacyjny proces o rozruchu bezrobotnych w Żninie. W skład trybunału wchodzi, jako przewodniczący wiceprezes Sądu Okręgowego p. Wojtynowski, jako wotantni sędziowie okręgowi pp.: dr. Kulakowski i Zamierowski. Oskarża wiceprokurator dr. Sobkowiak, broni oskarżonych mec. Cieluch, ponadto zgłosili się jako obrońcy aplikant adwokacki p. Trzebiński, oraz mec. Stroiński z Ostrowa broni kupca Marcinkowskiego. Ławę oskarżonych zasiadły 32 osoby, wszyscy bezrobotni, zamieszkali w Żninie. Wszyscy oskarżeni są o to, że 3-go I br. przed gmachem oraz w korytarzach Starostwa w Żninie brali udział w zbiegowisku publicznem i użyli przemocy w stosunku do 8 policjantów, chroniących Starostwo przed atakiem tłumu, bijąc policjantów i tłukąc szyby w drzwiach korytarzy Starostwa. Ponadto ośmiu oskarżonych stoi pod zarzutem pobicia 17 grudnia r. ub. burmistrza Żnina p. Ratajskiego. Po odczytaniu aktu oskarżenia przystąpił do przesłuchania oskarżonych. Głównym powodem do rozruchów była nędza i brak pracy. Świadkowie pp. starosta Wujek, Mazanek, komisarz posterunkowy P.P. obciążyli poważnie oskarżonych. Sensacją były zeznania św. Juchniewicz, który słyszał rzekomo jak wołał: „Siekiery i bić w łeb”. Dopiero świadek Opieka zeznał, że doniesienie złożył za namową Juchniewicza, a po przesłuchaniu czterdziestu świadków nastąpiło zamknięcie przewodu sądowego i przemówienia stron. Oskarżeni prosili, nie akcentując, że tylko głód był przyczyną demonstracji. Sąd postanowił ogłosić wyrok w sobotę 14 bm. W dniu wczorajszym ze skazanych bezrobotnych zostało 32 uczestników zajść na kary więzienia od 6 tygodni do 14 miesięcy, 11 z nich sąd uwolnił od winy i kary. Przez 6 tygodni walczył ze śmiercią Morderca Byczyński jest człowiekiem anormalnym. — Zgon ofiary krwawego dramatu W ostatnich dniach stycznia br. donosiliśmy o potwornej zbrodni w Bninie, której ofiarą padli 55 letni bezrobotny M. Marciniak, oraz jego Michał i kolega tegoż Walenty Dąbek 21 letni uczeń gimnazjalny. Marciniak ojciec zastrzelony został wówczas przez swego zięcia Byczyńskiego. Syna jego i Dąbka przewieziono ciężko rannych do szpitala miejskiego w Poznaniu. W piątek 13 bm. zmarł Dąbek. Nie odzyskując przytomności, pomimo usilnych zabiegów lekarzy. Zlecił Byczyńskiego, który przyznał się śledczym do zbrodni. Dziwne zachowanie zbrodniarza skłoniło władze do poddania go pod obserwację biegłych, lekarzy i psychiatrów. Ostatnimi dniami wpłynęło do prokuratury S. O. w Poznaniu orzeczenie lekarzy z Borówieckiego, w którym była stwierdzona pełna poczytalność Byczyńskiego. Wobec takiego stanu rzeczy.