Dopasowany fragment
Przez kilka dni w jednym a pish miej. scowych można było czytać ogłoszenie następującej treści: gpującej POKÓJ 2 utrzymaniem, łazienką, telefonem do wy- najęcia, Cena przystępna, Zgłoszenia: ul. Boczna Nr... m... Pani Zdzisławowa oczekiwała na sublo- kałora, Każdy dzwonek zdawał się oznaj- miać, że upragniony poszukiwacz pokoju zjawił się nareszcie, - I reeczywiście zjawił się, Elegancki i przystojny młody człowiek, Przedstawił się.
Transkrypcja
POKÓJ DO WYNAJĘCIA... Po głębokim namyśle i wspólnej naradzie, państwo Zdzisławowie postanowili dla ratowania chwiejącego się budżetu domowego, wynająć pokój z całodziennym utrzymaniem. — Jest to jedyny ratunek dla nas, zauważyła pani Zdzisławowa. Drożyzna wzrasta z każdym dniem, więc te stokilkadziesiąt złotych miesięcznie będzie dla nas prawdziwą ulgą. Wprawdzie pozbędziemy się salonu, ale to trudno. Ileż to rodzin w ogóle salonu nie posiada i mieszka w dwóch, a często i jednym pokoiku. Pan Zdzisław milcząco przyznał żonie rację, a po chwili odrzekł: — Kwestię wynajęcia pokoju pozostawiam tobie. Jako kobieta pełna intuicji, będziesz umiała wybrać sobie odpowiedniego lokatora. Ja zaś zajmę się tylko zredagowaniem i umieszczeniem ogłoszenia. Przez kilka dni w jednym z pism miejscowych można było czytać ogłoszenie następującej treści: POKÓJ z utrzymaniem, łazienką, telefonem do wynajęcia. Cena przystępna. Zgłoszenia: ul. Boczna Nr... m.... Pani Zdzisławowa oczekiwała na sublokatora. Każdy dzwonek zdawał się oznajmiać, że upragniony poszukiwacz pokoju zjawił się nareszcie. I rzeczywiście zjawił się. Elegancki i przystojny młody człowiek. Przedstawił się. — Jestem Nowakowski, prokurent nowo powstającej w Poznaniu firmy „Feniks”. Polecił mi pokój u szanownego asesora kolejowego Iksińskiego. Pani domu pokazała przybyszowi pokój, który mu się bardzo podobał i tak szli do ugody. — To ja już dziś będę tu. Zakonkludował pan prokurent ochoczo. Jutro sprowadzę swoje walizy, bagaże z dworca i jutro też uiszczę należność. Pani Zdzisławowa zacierała ręce z radości, że w tak szybkim tempie udało jej się znaleźć sublokatora, o czym telefonicznie informowała męża i zaczęła szorować pokój panu prokurentowi. Wieczorem rzeczywiście zjawił się prokurent Nowakowski, a że był głodny, więc zjadł smaczną kolację, po czym rano wypił kawę (prawdziwą, nie inka), zjadł sześć świeżych „kajzerek”, a potem dwie wziął na „drugie śniadanie”. Poszedł i nie wrócił! Pani Zdzisława była w rozpaczy. — Taki był grzeczny i tak miło w oczu patrzyło — mówiła do męża. — Ja to bym od razu poznał, że to za gagatek — odparł małżonek. — Ciekawam po czym, kiedy nic nie przemawiało za nim — zauważyła zdziwiona już pani Zdzisławowa. Po czym się pytasz? Jedno spojrzenie wystarczyło, by mieć wyrobione zdanie o tym gagatku. „Feniks”! Czy ty rozumiesz, że to...