Wpisz w wyszukiwarkę nazwę poznańskiej ulicy, a my pokażemy Ci jej historię.

Adres: wolności

Dopasowany fragment

w Towarzystwie Przyjaciół Sztuk Pięknych, plac Wolności otwarta do 16 listopada rh. włącznie codziennie od godz.

Transkrypcja

WYSTAWA PROJEKTÓW na budowę gmachu Banku Gospodarstwa Krajowego w Poznaniu w Towarzystwie Przyjaciół Sztuk Pięknych, plac Wolności 18 otwarta do 16 listopada rb. włącznie codziennie od godz. 11-tej do 19-tej Wstęp bezpłatny Wstęp bezpłatny Na miejscu strasznej Pierwsze wyniki śledztwa Straszna katastrofa samolotu komunikacyjnego pod Warszawą, której ofiarą padły cztery osoby zabite a siedem rannych, stanowi w dalszym ciągu przedmiot badań ze strony władz. Dotychczasowe wyniki śledztwa wykazują, że katastrofa nastąpiła wskutek zderzenia kadłuba samolotu z przewodami wysokiego napięcia, do czego doszło w następstwie gęstej mgły na trasie lotu oraz przerwanie kontaktu radiowego między obsługą samolotu a lotniskiem. W wypadkach mianowicie, kiedy mgła uniemożliwia pilotowi zorientowanie się w sytuacji i wylądowanie na odpowiedniem miejscu, otrzymuje pilot szczegółowe informacje i wskazówki drogą radiową. Tak było też w czwartek, kiedy samolot komunikacyjny z Krakowa zbliżał się do Warszawy. Lotnisko zajęte w tym samym mniej więcej czasie ułatwieniem lądowania samolotowi rumuńskiemu, który przyleciał ze Lwowa, poleciło pilotowi samolotu krakowskiego, p. Witkowskiemu, aby wstrzymał lądowanie celem uniknięcia zderzenia z samolotem rumuńskim. To też p. Witkowski zawrócił w stronę Piaseczna, równocześnie jednak nastąpiło zerwanie łączności radiowej między lotniskiem a samolotem. Z opowiadań pilota Witkowskiego wynika, że na chwilę przed katastrofą obniżył on lot do 60 m., silniki pracowały dokładnie i bez zarzutu. Nagłe samolot uderzył lewym skrzydłem o przewody wysokiego pod napięciem, nastąpił oślepiający błysk, po chwili nastąpił drugi wstrząs i samolot runął na ziemię. Najprawdopodobniej spowodowało straszną w następstwach, zepsucie się wysokościomierza, wskutek czego pilot źle obliczył wzniesienie aparatu. Następstwem tego było zawadzenie o wody. Obraz miejsca tragicznego wypadku napełnia grozą. Na skraju rozmiękłego od deszczu gruntu pod Piasecznem leży wyryty głęboko w ziemi jeden z silników „Lockbeeda". W odległości około 50 metrów sterczy pogięty tył metalowego kadłuba. Przy nim pasma porozrywanej w strzępy blachy, kawałki skóry z ofiar i dwa połamane skórzane fotele. Drugi silnik znajduje się w odległości dalszych 50 metrów. Tuż koło niego leży przód kadłuba z resztkami porwanych metalowych skrzydeł. Wewnątrz kabiny pozostał nieuszkodzony jedyny fotel. Pod jednym z drzewek — odrzucona na bok tabliczka z napisem: „Kraków — Warszawa". P. L. L. „Lot" ogłosiły następujący komunikat: Komisja powołana przez p ministra komunikacji dla zbadania przyczyn i okoliczności katastrofy lotniczej pod Piasecznem jeszcze nie ukończyła swoich prac. Według dotychczasowych wyników badań można na razie stwierdzić że zarówno płatowiec, jak i silnik, oraz służba radiowa działały bez zarzutu. Bezpośrednią przyczyną wypadku było zawadzenie prawem skrzydłem samolotu o słup.